Netykieta, czyli internetowy savoir-vivre
Dobre e-maniery
Czy wypada podrywać esemesem? Stosować emotikony w korespondencji służbowej? Polubić wiadomość o czyjejś śmierci? Lista pytań dotyczących manier w świecie online wydłuża się szybciej niż lista odpowiedzi.
Znawcy netykiety ponad liczne zalecenia szczegółowe stawiają jedną naczelną zasadę: priorytet należy się tym, z którymi przebywamy w przestrzeni fizycznej.
Piotr Socha/Polityka

Znawcy netykiety ponad liczne zalecenia szczegółowe stawiają jedną naczelną zasadę: priorytet należy się tym, z którymi przebywamy w przestrzeni fizycznej.

W kawiarniach nagminnie widuje się osoby przeglądające Facebooka w towarzystwie, a nawet komunikujące się za jego pośrednictwem ponad stołem.
Piotr Socha/Polityka

W kawiarniach nagminnie widuje się osoby przeglądające Facebooka w towarzystwie, a nawet komunikujące się za jego pośrednictwem ponad stołem.

Krytyków nadużywania mobilnych gadżetów przybywa proporcjonalnie do ich rozpowszechnienia.
Piotr Socha/Polityka

Krytyków nadużywania mobilnych gadżetów przybywa proporcjonalnie do ich rozpowszechnienia.

Jason Howie/Flickr CC by 2.0

W 2009 r. pewien wpływowy nowojorski miliarder publicznie pogroził liderowi większości Senatu Stanów Zjednoczonych, że będzie nalegał na usunięcie go ze stanowiska. Dlaczego? Bo podczas spotkania dotyczącego budżetu federalnego miał ciągle przeglądać maile na swoim nowym telefonie Blackberry. Pięć miesięcy temu François Hollande oficjalnie zakazał francuskim ministrom przynoszenia smartfonów na obrady rządu. „Teraz każdy będzie musiał słuchać, o czym się mówi. I sam zabierać głos” – tłumaczył rzecznik rządu.

Karygodne zachowanie ministrów niektórzy próbowali usprawiedliwiać charyzmą Hollande’a. Jego poparcie społeczne nie bez powodu spadło ostatnio do poziomu nienotowanego przez francuskich prezydentów od 1958 r. Ale rządowy rygor rodem z gimnazjum świadczył także o tym, że – niezależnie od pozycji społecznej i zawodowej – nie radzimy sobie z pokusami nowoczesnych technologii. Często nie wiemy nawet, jak się zachować. A nowych dylematów wciąż przybywa – część z nich doczekała się jasnej i jednoznacznej odpowiedzi, większość jeszcze nie.

NIE KRZYCZEĆ, nIE bEłKotAć

Czy wypada wrzucać fotki cudzych dzieci na Facebooka? A własnych? Mailować z kolegą z sąsiedniego pokoju czy nawet biurka obok? Czatować z kilkoma osobami jednocześnie? Przeglądać strony internetowe podczas rozmowy na Skypie? Zabierać telefon do toalety (nie przerywając rozmowy)? Grać na smartfonie, kiedy wspólnie z kimś czekam na pociąg? Bawić się tabletem, podczas gdy oglądamy razem telewizję? Użyczać innym konto do portalu filmowego?

Do najszybciej rozwijających się frakcji doradztwa sieciowego należy to dotyczące samej sieci. Niegdyś zasady wirtualnego współżycia, czyli tzw. netykieta, sprowadzały się do garści prostych przykazań. Nie przeklinać. Nie spamować. Nie trollować. Na listach dyskusyjnych czy forach ograniczać dygresje. NIE KRZYCZEĆ (pisząc wielkimi literami). nIE bEłKotAć (pisząc na przemian wielkimi i małymi). W przypadku wirtualnej kłótni powstrzymać się od argumentów ad personam.

Od tamtego czasu poradniki netykiety rozrosły się proporcjonalnie do ekspansji wirtualnej rzeczywistości, w tym szczególnie jej wkraczania do tzw. realu. Prawnuk Emily Post, amerykańskiej autorki podręczników etykiety, zamierzał dopisać rozdział poświęcony światu wirtualnemu do 18 już wydania jej oryginalnego dzieła. Szybko zdał sobie sprawę, że temat wymaga oddzielnego tomu. W wydanej w ubiegłym roku książce „Emily Post’s Manners in a Digital World” (Maniery Emily Post w cyfrowym świecie) zastanawia się chociażby nad tym, czy wypada informować na Facebooku o ciężkiej chorobie albo o śmierci kogoś bliskiego (Wolno, ale bez wdawania się w szczegóły). A jak powinni zareagować znajomi? Czy jeśli „polubią” taki wpis, to oznacza, że się solidaryzują – czy że są kretynami?

Wraz z ich pęcznieniem przewodniki po sieciowym życiu gubią stanowczość swoich pierwowzorów ze starych czasów. Weźmy pytanie o wspólne użytkowanie konta w portalu pozwalającym na oglądanie filmów i seriali online – czy też dowolnego serwisu oferującego płatne treści. Konto rodzinne wydaje się w pełni akceptowalne. Przecież z domowej kablówki czy prenumeraty prasowej również korzystają wszyscy domownicy. A co z kuzynem? Najbliższym przyjacielem? Kolegą z pracy?

Facebook w towarzystwie

Włączać w samochodzie zestaw głośnomówiący bez informowania dzwoniącego, że słyszy go kilka osób? Filmować koncert za pomocą tabletu? Korzystać ze smartfona w kinie? Oglądać filmy kinowe na smartfonie? Zabawiać nim dzieci w restauracji? Bawić się nim przy dzieciach? Korzystać w pociągu nocnym z czytnika e-booków z podświetlanym ekranem? Słuchać z iPoda muzyki podczas jazdy autostopem? Odpowiadać na esemesy i sprawdzać maile podczas spotkania?

W kwietniowej ankiecie University of Southern California aż 86 proc. pytanych stwierdziło, że odebranie telefonu podczas spotkania służbowego jest poważnym faux pas. Podobny odsetek osób uznał za niestosowne pisanie ­esemesów lub maili w trakcie takich posiedzeń. Dwie trzecie nie akceptuje zabaw smartfonem także podczas spotkań prywatnych. Przy tym kobiety dwukrotnie częściej od mężczyzn uznawały takie zachowania za karygodne. A przecież w kawiarniach nagminnie widuje się osoby przeglądające Facebooka w towarzystwie, a nawet komunikujące się za jego pośrednictwem ponad stołem.

„Młodsze pokolenia oczywiście są bardziej tolerancyjne od osób w wieku ich rodziców – mówił Peter Cardon, jeden z autorów badania. – Kłopot w tym, że ich kariera zazwyczaj zależy właśnie od starszych przełożonych”. Cardon podał przykład chłopaka, któremu smartfonowy odruch odebrał szansę na zatrudnienie na wymarzonym stanowisku. Podczas rozmowy o pracę poproszono go, by wyszukał jakąś informację w sieci. Po włączeniu ekranu zobaczył w rogu ikonkę koperty, więc automatycznie sprawdził, kto do niego napisał. W tym momencie niedoszli pracodawcy podziękowali mu za przybycie. Rok temu głośno było o kasjerce, która odmówiła obsłużenia klientki, ponieważ ta rozmawiała przez telefon. Po wstępnym oburzeniu zarówno sieciowa opinia publiczna, jak i pracodawca, stanęli po stronie kasjerki.

Telefon miał łączyć, teraz często dzieli

Mail, Facebook, Twitter, esemes – którym medium posłużyć się do podrywu? Czy ściąganie ze smartfona jest bardziej bezczelne niż z tradycyjnej ściągawki? Czemu nie należy przeklinać w internecie, skoro przeklinamy na ulicach? Czy anonimowe komentarze są rzeczywiście bezwartościowe? Czy godzi się płacić kartą w małych sklepikach i knajpkach? Pytać o drogę, gdy każdy ma w telefonie GPS? Wprowadzać hasło do domowego laptopa? Rozmawiać przez telefon w tramwaju?

Krytyków nadużywania mobilnych gadżetów przybywa proporcjonalnie do ich rozpowszechnienia. Zwracają uwagę, że telefon komórkowy miał łączyć ludzi i sprzyjać utrzymywaniu bliskich relacji. Zamiast tego – argumentują – raczej je rujnuje. W ankiecie międzynarodowej agencji szkoleniowej VitalSmarts 9 na 10 respondentów przyznało, że nadużywanie nowych technologii zaszkodziło ich prywatnym relacjom. Tyle samo osób w ciągu ostatniego tygodnia przynajmniej raz odczuło, że ktoś stracił zainteresowanie rozmową z nimi na rzecz telefonu lub tabletu. W tej samej ankiecie dwoje na trzech pytanych przyznało, że nie ma pojęcia, jak temu zaradzić.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj