Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Ludzie i style

Dlaczego niektórzy nie odpowiadają na nasze esemesy?

huffting / Tumblr
Opieszałość – jak się okazuje – ma swoje racjonalne uzasadnienia. Co najmniej trzy.

Jeszcze kilka–kilkanaście lat temu to listy (te wysyłane pocztą) nazywaliśmy tradycyjną formą komunikacji. Dla kolejnych dorastających roczników „tradycyjne” były już raczej mejle, później esemesy. Ostatnio zaś niesłychaną popularnością cieszą się zwłaszcza aplikacje pokroju WhatsApp, Snapchata, Facebook Messengera czy iMessage od Apple.

O zmierzchającej erze esemesów pisaliśmy na początku tego roku – gdy liczba wysłanych za pośrednictwem aplikacji wiadomości okazała się wyższa od liczby wysłanych esemesów właśnie. Operatorzy dostępnych sieci komórkowych wciąż każą sobie płacić za rozmaite usługi, obciążając nas zwłaszcza podczas zagranicznych podróży. Użytkownicy aplikacji nie muszą tymczasem nerwowo sprawdzać stanu konta.

Ale to niejedyny powód, dlaczego esemesujemy coraz rzadziej i coraz rzadziej otrzymujemy spodziewane odpowiedzi. Znacie choć jedną osobę, która notorycznie zwleka z odpisaniem albo dopiero po długim czasie orientuje się, że zlekceważyła naszą wiadomość? A może sami zostawiacie wiadomości bez odpowiedzi? Nie szkodzi – to całkiem powszechne. I prawdopodobnie stanie się powszechne jest bardziej.

Nad tym pozornie błahym problemem zechciał się zastanowić pisarz, publicysta i specjalista od zarządzania Victor Lipman. Po wywiadach, jakie przeprowadził, ustalił, że zwlekanie z odpowiedzią na esemesy może mieć trzy przyczyny:

1. Natłok wiadomości różnego rodzaju. Porozumiewamy się ze sobą za pomocą mediów społecznościowych – uczestnicząc w publicznych dyskusjach, komentując wpisy, wymieniając prywatne wiadomości.

Reklama