Jak się Polak nie może dogadać z Anglikiem
Kwasy przy mleku
O czym świadczy fakt, że Polak przy śniadaniu mówi współbiesiadnikowi: podaj mleko, a Anglik o nie prosi? Używane w obcych językach kalki gramatyczne mogą mieć wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani za granicą.
Piotr Socha/Polityka

Według badań dr. Jörga Zinkena z University of Portsmouth, mówiący po angielsku Polacy są w oczach Anglików niegrzeczni, gdy używają struktur gramatycznych zapożyczonych z języka polskiego. Przez dwa lata badacz nagrywał domowe rozmowy w polskich i polsko-angielskich rodzinach, aby przeanalizować, jak komunikują się członkowie rodziny. Wprawdzie podczas odprowadzania dziecka do szkoły zarówno angielskojęzyczni, jak i polskojęzyczni rodzice używali trybu rozkazującego – włóż buty, zapnij kurtkę – ale gdy cała rodzina siedziała przy stole i jadła śniadanie, prośba o podanie mleka formułowana była inaczej. Brytyjczyk prosił: can you pass the milk?, a Polak najczęściej mówił po prostu: podaj mleko. Jeśli stosował zapożyczoną z języka polskiego formę w języku angielskim: pass the milk, w uszach mieszkańców Wysp mogło to brzmieć niegrzecznie – jako naglący rozkaz.

Po opublikowaniu wyników tych badań w Internecie zawrzało. Ze strony emigrantów na Wyspach pojawiły się komentarze, że to przecież Anglicy, ze swoim zwracaniem się do wszystkich per you, są niegrzeczni, że my może nie wciskamy wszędzie słówka please, ale za to używamy mimiki i intonacji, która ma wyrazić prośbę lub podziękowanie. Inni natomiast zarzucali emigrantom, że wszystkiemu winne jest ich chamstwo i brak ogłady, że psują Polakom reputację, a brak wychowania to nasza wada narodowa. Niektórzy upatrywali winy w szkołach, które u nas kiepsko uczą języków obcych, bez zwracania uwagi właśnie na takie kulturowe subtelności. Tymczasem te szybko ferowane wyroki i wyciągane pochopnie wnioski nie zgadzają się z końcowymi wnioskami, do jakich doszedł autor badań. Dr Zinken różnice w doborze słownictwa oraz gramatyce języka tłumaczył wpływem kultury, a nie jej brakiem.

Anglik prosi, Polak dziękuje

Niemiecki lingwista i psycholog, który przez trzy lata mieszkał w naszym kraju i ma żonę Polkę, już wcześniej zauważył, że w języku polskim przy prostych czynnościach życiowych mało zadaje się pytań, za to często stosuje się, nieużywaną w języku angielskim, formę bezosobową: trzeba. Myśląc o tym, że któryś z domowników powinien coś zrobić, mówimy: trzeba zamknąć okno, trzeba pójść po zakupy, trzeba rozłożyć sztućce. Nie są to bezpośrednie rozkazy, ale sugestie, które sprawiają, że osoba, do której się zwracamy, co prawda nie musi, ale powinna poczuć się w obowiązku wykonać tę czynność lub w niej współuczestniczyć.

W angielskim musimy doprecyzować, kto ma ją wykonać, a zatem zamiast: trzeba podlać kwiaty, powiemy: we must water the flowers. W polskim dodanie podmiotu: trzeba nam podlać kwiaty, zdarza się rzadko i jest w zasadzie zarezerwowane dla języka literackiego i oficjalnych przemówień.

Zarówno bezosobowe „trzeba” jak i „podaj mleko” to formy gramatyczne, które mają swoje uzasadnienie kulturowe – mówi dr Zinken. – Polacy wychodzą z założenia, że w rodzinie wykonanie pewnych czynności przez jej członków jest oczywiste. Tego poczucia wspólnotowości nie ma w angielskich domach, gdzie większe znaczenie ma poczucie autonomii. A zatem Anglicy, używając pytajnika i zwracając się do konkretnej osoby, dbają o jej autonomię. Zadanie pytania: czy możesz mi podać mleko? pozostawia bowiem adresatowi wybór – może odpowiedzieć yes i je podać albo odmówić. Ważne jest też, że osoba, do której się zwracamy, ma w tej wymianie zdań ostatnie słowo.

Polacy, którzy słyszą kategoryczne „podaj mleko”, wykonują to polecenie bez komentarza, dodając najwyżej słówko „już” lub „proszę”. Co ciekawe, my nie odbieramy tej formy gramatycznej jako rozkazu, zakładając po prostu, że pomoc współbiesiadnika przy stole jest oczywista, więc nie trzeba o nią pytać, ale gdy już mleko dostaniemy, dziękujemy za jego podanie. – To dowód na bliskość w rodzinie i pozytywne relacje, a nie powód, by nazywać Polaków niewychowanymi. Dla Polaków ważniejsze jest w rodzinie nastawienie na wspólny cel i solidarność, a nie niezależność i poczucie podmiotowości, jak u Anglików – mówi Zinken.

Szantaż emocjonalny

Podczas gdy można by się spierać z niemieckim badaczem o to, czy przypadkiem nie przeprowadził swego badania na zbyt małej próbie, bo i u nas wiele osób przy stole prosi o podanie mleka, to forma gramatyczna „trzeba coś zrobić” potwierdza obserwację dokonaną kilka lat temu przez dr Mary Besemeres (córkę polskiej lingwistki prof. Anny Wierzbickiej, twórczyni teorii naturalnego metajęzyka semantycznego) z University of Canberra.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj