szukaj
Seplenienie, jąkanie, reranie. Polacy na gwałt potrzebują logopedów
Gimnastyka języka
Logopedia jest nauką o rozwijaniu prawidłowej mowy i usuwaniu jej wad. Kiedy warto z pomocy logopedów skorzystać?
Logopeda Małgorzata Koczanin podczas zajęć w olsztyńskiej podstawówce.
Przemysław Skrzydło/Agencja Gazeta

Logopeda Małgorzata Koczanin podczas zajęć w olsztyńskiej podstawówce.

Nad rynkiem w Polsce nikt nie sprawuje kontroli, choć specjalistów tej dziedziny jest już ok. 3 tys.
BEW

Nad rynkiem w Polsce nikt nie sprawuje kontroli, choć specjalistów tej dziedziny jest już ok. 3 tys.

Artykuł ukazał się w POLITYCE 20 listopada 2012 r.

***

W gabinecie logopedycznym w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Głuchych w Warszawie wisi na ścianie duże lustro. Było kiedyś najważniejszym elementem wyposażenia. – Dziś pacjenci nadal oglądają w nim ruchy języka i warg, co pomaga w samokontroli aparatu artykulacyjnego – tłumaczy Danuta Zielińska, która uczy mowy niesłyszących uczniów. – Ale ważniejsze stało się szersze spojrzenie na umiejętność porozumiewania się, na całe ciało i umysł. Zwracamy uwagę na umiejętność planowania wypowiedzi oraz napięcie różnych mięśni.

Współczesna logopedia wykorzystuje w coraz większym stopniu programy komputerowe, ale i tak nic nie zastąpi – podczas diagnozowania zaburzeń mowy lub prowadzonej już terapii – bezpośredniego kontaktu z nauczycielem i rehabilitantem. W tej podwójnej roli, nierzadko poszerzonej o psychologię, występują właśnie logopedzi. – Laicy kojarzą nas ze specjalistami, którzy zajmują się tylko wadami wymowy, ale to zbyt wąskie ujęcie – twierdzi dr Danuta Emiluta-Rozya, kierująca Zakładem Logopedii Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. – Zajmujemy się kształtowaniem językowego porozumiewania się, czyli rozumienia i tworzenia wypowiedzi słownych u dzieci, które tej pozornie łatwej umiejętności nie są w stanie opanować w sposób naturalny.

Powody mogą być różne: uszkodzenie narządu słuchu, zaburzenia pracy mózgu i rozwoju emocjonalno-społecznego, autyzm. Logopedzi pracują także z dorosłymi, którzy utracili zdolność językowego komunikowania się (często nie tylko w mowie, ale i w piśmie) z powodu udarów lub w przebiegu chorób układu nerwowego. W kręgu zainteresowania logopedów znalazły się również dysfagia (czyli zaburzenia połykania, którym można przeciwdziałać wzmocnieniem mięśni wykorzystywanych podczas artykulacji) oraz komunikacja wspomagająca i alternatywna, mająca nauczyć osoby niemówiące (np. z porażeniem mózgowym) porozumiewać się z otoczeniem poprzez tablice literowe, symbole, obrazki, przedmioty. – Pracujemy również nad emisją głosu lub nad kształtowaniem głosu zastępczego po zabiegach krtani – dodaje dr Emiluta-Rozya. Po studiach logopedzi mogą zdobywać na razie dwie specjalizacje: surdologopedię (do pracy z osobami z wadami słuchu) lub neurologopedię (prowadzenie diagnozy i terapii pacjentów z chorobami układu nerwowego). – Wady wymowy i jąkanie to tylko niewielki wycinek naszej pracy. Byłoby dużo lepiej, gdybyśmy mogli wspomagać rozwój mowy od urodzenia dziecka, a nie dopiero wtedy, gdy rodzice lub pediatrzy zauważą jakiś problem.

Kiedy zgłosić się do logopedy?

Stwierdzane już w pierwszych dniach u noworodka wady słuchu, rozszczep podniebienia, zbyt krótkie wędzidełko pod językiem lub nawet brak odruchu ssania powinny skłonić do nawiązania kontaktu z logopedą. Te wady i dysfunkcje wpływają negatywnie na rozwój mowy i lepiej jak najwcześniej rozpocząć tzw. usprawnianie logopedyczne, aby uniknąć poważniejszych problemów w przyszłości.

Ale ze wskazówek logopedów nie powinni korzystać rodzice wyłącznie chorych dzieci, ponieważ coraz częściej to nie wady rozwojowe, lecz niewłaściwa opieka w okresie niemowlęcym opóźnia rozwój mowy. – W przedszkolach 40 proc. dzieci wymaga opieki logopedycznej – mówi Danuta Zielińska. Najczęściej z winy niewłaściwego odżywiania. – Dzieci zbyt długo otrzymują papkowate jedzenie, nie jedzą jabłek, tylko piją soki, nie żują skórek chleba. A jeśli dziecko je pokarmy o różnej konsystencji, gryzie, żuje i prawidłowo połyka, to rzadko ma kłopoty z wymową.

Częstą przyczyną obniżonej sprawności aparatu artykulacyjnego i w konsekwencji późniejszych wad wymowy jest oddychanie przez usta, kiedy rodzice u zakatarzonego dziecka nie dbają o drożność nosa lub gdy cierpi z powodu alergii, nie uczą go prawidłowego oddechu (nosem, przy zamkniętych wargach). Dr Krzysztof Szamburski, dyrektor Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej TOP w Warszawie, wskazuje na jeszcze inną nieprawidłowość: – Gdy niecierpliwa matka chce, by dziecko szybciej ssało pokarm z butelki, robi większy otwór w smoczku. A to błąd, ponieważ broniąc się przed zadławieniem, niemowlę zamyka dziurkę językiem, wysuwając stale jego koniuszek do przodu. W przyszłości może mieć problem z seplenieniem.

Zdaniem dr Danuty Emiluty-Rozya logopedzi powinni też nauczyć rodziców mówienia do swoich dzieci: – Od momentu, kiedy dziecko przyjdzie na świat, trzeba zwracać się do niego krótkimi zdaniami. Najlepiej, by odnosiło się do czegoś, co widzi obok siebie. To ma być kąpiel słowna, a nie zalewanie dziecka potokiem słów.

Chłopcy często uczą się mówić wolniej od dziewczynek, a nieraz zjawisko opóźnionego rozwoju mowy jest charakterystyczne dla całej rodziny. Są jednak pewne normy: roczne dziecko powinno mówić 4–5 słów, dwuletnie powinno łączyć wyrazy w proste komunikaty, w których uwidocznią się formy gramatyczne: „mamo daj”, „nie ma taty”. Wedle specjalistów, już nawet wtedy, gdy matka odnosi wrażenie, że nie ma z niemowlakiem pełnego kontaktu wzrokowego, lub gdy wydaje ono mało dźwięków, powinna zgłosić się z nim na konsultację logopedyczną. Przesiewowe badania słuchu wykonuje się dziś u noworodków niemal w każdym szpitalu położniczym w pierwszych dniach po porodzie, ale częste infekcje uszu u małych dzieci (niekoniecznie spowodowane chorobą, bo również np. ulewaniem pokarmu) mogą wywołać komplikacje i zaburzyć prawidłowy rozwój mowy w kolejnych miesiącach życia. – Niektóre dzieci same nadrabiają zaległości i później zaczynają mówić, ale ewentualne odstępstwa od normy mogą wynosić dwa miesiące, a nie dwa lata. Logopeda jest od tego, by zebrać wywiad i sprawdzić, czy nie dzieje się nic złego – podkreśla dr Szamburski.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj