Lepiej być majstrem niż politologiem
Niezawodny zawód
Po dziesięcioleciach pędu na studia, często po byle dyplom, młodzi ludzie coraz częściej rozglądają się za praktyczniejszą edukacją. W odgruzowaniu pobojowiska, jakim jest szkolnictwo zawodowe, ma pomóc unijny miliard euro.
Nauka zawodu, lata 60.
Henryk Rosiak/Forum

Nauka zawodu, lata 60.

Nie ma fachowców. Właściwie od początku reform edukacyjnych można było się spodziewać, że Polska kiedyś rąbnie głową w ten mur. Większość szkół zawodowych przez lata dryfowała. Dziś na powierzchni utrzymuje się 1,7 tys. szkół zasadniczych, 1,9 tys. techników oraz 2,2 tys. szkół policealnych z 8-tysięcznej przed ćwierć wiekiem flotylli. Ale śmierć zawodówek, zwłaszcza przyzakładówek, wraz z transformacją gospodarki wydawała się naturalna, zaś obudzone magisterskie aspiracje młodych – a szczególnie ich rodziców – fenomenem na skalę światową.

Widać jasno, że ogromna część polskiej młodzieży chybiła życiowo, wybierając ogólniaki i często niewiele warte studia. Toteż coraz więcej absolwentów gimnazjów decyduje się na technika: 37 proc. spośród wszystkich, gdy 10 lat temu – 28 proc. (W LO uczy się 45 proc. młodzieży, w zawodówkach –17 proc.).

Niestety, i ta z pozoru racjonalna droga często okazuje się ślepa. Rynek krzyczy o fachowców, absolwenci z dyplomami wyższych uczelni jęczą, że bezrobocie, a ono wciąż znacznie bardziej dotyka fachowców po ZSZ (9,5 proc., jeśli chodzi o ogół Polaków) i technikach (8 proc.) niż tych z wyższym wykształceniem (4,3 proc.). Wśród świeżych absolwentów pracy nie znajduje co czwarty magister, ale aż 40 proc.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną