Co Polacy kradną w pracy?
Pociąg do jumy
Zdarzyło ci się zabrać z pracy do domu papier do drukarki, kawę, może coś większego? Tak? Cofnij: nie zabrać – lecz ukraść.
W walce z wewnętrznymi złodziejami pracodawcy stawiają przede wszystkim na zabezpieczenia techniczne.
Steve Lovegrove/Alamy/BEW

W walce z wewnętrznymi złodziejami pracodawcy stawiają przede wszystkim na zabezpieczenia techniczne.

Do brania różnych rzeczy ze swojego miejsca pracy przyznaje się na forach internetowych wiele osób.
Leszek Zych/Polityka

Do brania różnych rzeczy ze swojego miejsca pracy przyznaje się na forach internetowych wiele osób.

Miejmy nadzieję, że czasy w których pracownicy rozkradli beton do budowy reaktora atomowego w Żarnowcu, bezpowrotnie minęły. Na zdj. konstrukcja podstawy wiaduktu na przyszłej autostradzie.
Bartosz Frydrych/Forum

Miejmy nadzieję, że czasy w których pracownicy rozkradli beton do budowy reaktora atomowego w Żarnowcu, bezpowrotnie minęły. Na zdj. konstrukcja podstawy wiaduktu na przyszłej autostradzie.

Gdy Tomasz Melon opowiada o swojej pracy, można odnieść wrażenie, że zatrudnia go jakaś bardzo ważna, supertajna instytucja państwowa. – Założyliśmy kontrole dostępu, każdy pracownik ma własny chip. Nadajemy im uprawnienia wejścia do określonych stref. Poza tym mamy stały monitoring z kamer w budynku i na parkingu. Współpracujemy także z firmą ochroniarską, która prowadzi niezależny monitoring. W każdym z naszych samochodów zainstalowany jest nadajnik GPS, który zbiera dane dotyczące trasy przejazdu, czasu postoju, ilości paliwa i otwarcia drzwi.

W rzeczywistości Tomasz Melon jest wspólnikiem firmy cateringowej Party Serwis Catering – Melon. Strefy, do których dostęp ograniczono, to chłodnia, mroźnia i magazyn. A wszystko po to, by zapobiec kradzieżom dokonywanym przez pracowników. Mimo zabezpieczeń złodziejstwa całkowicie wyeliminować się nie udało, bo firma świadczy usługi poza zakładem, a tam chipów i monitoringu już nie ma. Nadal więc znikają różne rzeczy, począwszy od alkoholu, a na zastawie stołowej kończąc.

Podobne problemy ma większość polskich firm i instytucji. Przez lata uczyły się chronić przez zagrożeniami zewnętrznymi. Teraz uczą się, jak nie dać się okradać własnym pracownikom.

Wszyscy biorą, czyli przyzwolenie czyni złodzieja

Duża warszawska firma. Ludzie tu zatrudnieni uważani są za elitę w swoim zawodzie i elitę intelektualną w ogóle. W szafce w recepcji leżą ogólnodostępne materiały biurowe. We wrześniu szafka jest jednak zamykana na klucz. Recepcjonistka tłumaczy: – Zaczął się rok szkolny. W ciągu kilku dni zniknął zapas zeszytów, papieru i długopisów, który zwykle starcza na kilka tygodni. Raz natknęłam się na pracownika, który niósł całą stertę zeszytów. „Biorę”– powiedział tylko, gdy mnie zobaczył.

Do brania różnych rzeczy ze swojego miejsca pracy przyznaje się na forach internetowych wiele osób. „Przecież każdy coś wynosi” – piszą. Gdy ktoś z dyskutantów domaga się, by nazywać proceder po imieniu, dyskusja z reguły zamiera. – Wielu ludzi nie dopuszcza do siebie myśli, że wyniesienie z pracy papieru czy używanie bez zgody pracodawcy służbowego samochodu do prywatnych celów jest kradzieżą. Akceptacja takich zachowań, obserwowanie ich wokół i przyzwyczajenie powodują, że są one traktowane jako coś normalnego. Kiedyś kucharka otwarcie opowiadała mi, swojemu przełożonemu, jak wynosi do domu żywność z restauracji, bo za wynagrodzenie trudno się jej utrzymać – mówi Jan Mołoniewicz, niegdyś menedżer wielu restauracji w Polsce i za granicą, dziś wykładowca zarządzania w gastronomii m.in. w SGGW.

Wynoszą jednak nie tylko ci, którym nie starcza do pierwszego, także ci najlepiej zarabiający. Z dyskusji w Internecie wynika, że jedni i drudzy postrzegają swoje firmy lub instytucje jako bezosobowy byt, któremu ubytek paru drobiazgów nie wyrządzi szkody. Jeszcze parę lat temu większość Polaków miała podobny stosunek do tzw. jumy, czyli kradzieży dokonywanych przez rodaków za zachodnią granicą. (O 15.10 ruszał, niczym w westernie do Yumy, pociąg z Zielonej Góry do Berlina).

Badania CBOS z maja br. wykazały, że 14 proc. Polaków akceptuje wykorzystywanie firmowych telefonów, samochodów i materiałów biurowych do celów prywatnych, 12 proc. nie ma nic przeciwko dorabianiu do pensji w godzinach pracy, a co dziesiąty przeciwko załatwianiu w tym czasie prywatnych spraw. Wbrew powszechnemu przekonaniu, że przyzwolenie na kradzież w miejscu pracy tkwi w mentalności pokoleń wychowanych w czasach PRL, okradanie pracodawców aprobują przede wszystkim najmłodsi: uczniowie i studenci. Co ciekawe, do wykorzystywania własności firmy do celów prywatnych i do załatwiania prywatnych spraw w czasie pracy przyznają się także ci, którzy twierdzą, że nie akceptują takich zachowań (odpowiednio 22 i 25 proc. badanych). Autorzy badania podkreślają, że w rzeczywistości odsetek osób dopuszczających się tych nadużyć może być wyższy, bo respondenci nie zawsze udzielają szczerych odpowiedzi.

Obrazu dopełnić mogą badania przeprowadzone wśród przedsiębiorców przez towarzystwo ubezpieczeniowe Euler Hermes i Uniwersytet Szczeciński. Wynika z nich, że w latach 2009–10 w 77 proc. firm ujawniono nadużycia dokonane przez pracowników. Wśród nich aż 43 proc. stanowiły kradzieże, a 23 proc. przywłaszczenia (np. wykorzystywanie samochodów służbowych do prywatnych celów). Prawie 80 proc. poszkodowanych przedsiębiorstw straciło przez nieuczciwych pracowników kwoty poniżej 50 tys. zł, a 15 proc. – od 50 do 100 tys. zł.

Druga pensja, czyli wyzysk czyni złodzieja

Psycholog Wojciech Wypler, specjalista ds. zarządzania zasobami ludzkimi, który na zlecenie firm sprawdza uczciwość przyszłych pracowników za pomocą specjalnych kwestionariuszy psychologicznych: – Wielu pracowników nie ma poczucia odpowiedzialności za wynik finansowy firmy i wpływu tego wyniku na swoją sytuację. Bardzo wielu czuje się wprost okradanych przez własnych szefów.

To poczucie pogłębiają przeprowadzane w ostatnich latach cięcia płac, redukcje zatrudnienia i zwiększanie wymagań wobec pozostałych pracowników. Internauci żalą się na forach: firma mnie wyzyskuje, jakoś muszę to sobie zrekompensować. Gość blogu infoPraca pisze wprost: „Jak pracodawcy by godziwie płacili, to pracownicy nie musieliby tego nadrabiać kradzieżą”.

Czasami nadrabiając, pracownik uzbiera drugą, a nawet trzecią i czwartą pensję. Część pracodawców po cichu godzi się na to. Przedstawiciel firmy sprzedającej systemy zabezpieczające przed kradzieżami paliwa z ciężarówek i autobusów wspomina: – Gdy przedstawiłem naszą ofertę szefostwu jednej z firm spedycyjnych, zapytali: „Po co nam to? Będziemy musieli dać podwyżki kierowcom”. Wolą, żeby kierowcy sami przyznawali sobie premie, kradnąc 10 proc. paliwa, niż wypłacać im jego równowartość i odprowadzać od tego składki na ZUS.

Według niego kradzieże paliwa w firmach transportowych są dziś na porządku dziennym. – Kierowcy po prostu spuszczają benzynę z baków albo wchodzą w układ z pracownikami stacji benzynowej – tankują tylko część paliwa, za które płaci firma, a resztę sprzedają na boku i dzielą się zyskiem – tłumaczy sens stosowania systemów zabezpieczających. Ale i na nie są sposoby – kierowcy chwalą się nimi bez oporów na forach internetowych.

Prawdziwym eldorado dla kierowców i pracowników firm budowlanych są budowy autostrad i dróg szybkiego ruchu. – Podwykonawcy płacą pracownikom grosze, a czasami wcale, bo sami nie mogą wyegzekwować swoich należności. Pracownicy kradną więc, co się da – przyznaje właściciel firmy budowlanej z Wrocławia, podwykonawca odcinka autostrady. Niemal co tydzień media przynoszą nowe informacje o kradzieżach: na odcinku A4 pracownicy dostarczający beton połowę materiału sprzedali na lewo okolicznym mieszkańcom, z innego odcinka wywieźli do skupu złomu 6 ton prętów zbrojeniowych, na A1 operator walca do spółki z ochroniarzem kradł olej napędowy, a z S7 pracownik obsługujący mieszarkę piachu i dwaj kierowcy wywrotek wywieźli 50 ton kruszywa.

– Jak pracodawcy mają z tym walczyć, skoro skradziony towar sprzedaje się na pniu? Myśleliśmy, że jak będziemy barwić paliwo, trudniej będzie znaleźć na nie kupca. Ale ludziom to nie przeszkadza – żali się wrocławski budowlaniec.

Problemy żadnej z branż nie mogą się jednak równać z tym, co dzieje się w handlu, uważa szef ochrony jednej z sieci hipermarketów: – Niskie wynagrodzenia i ogromna rotacja pracowników stały się przyczyną prawdziwej plagi wewnętrznych kradzieży.

Potwierdza to IV Światowy Raport o Kradzieżach w Handlu Detalicznym opublikowany w ubiegłym roku przez CRR – brytyjską organizację zajmującą się badaniami handlu. Badania prowadzone od lipca 2009 do czerwca 2010 r. wykazały, że kradzieże pracownicze są przyczyną aż 34 proc. strat ponoszonych przez polskie sieci handlowe. Dało to Polakom czwarte miejsce na europejskiej liście najbardziej nielojalnych pracowników. Równocześnie okazało się, że klienci polskich sieci, choć odpowiadają za 42 proc. strat, należą do najuczciwszych w Europie. Łącznie w badanym przez CRR okresie kradzieże kosztowały polskie sieci handlowe 970 mln euro (!).

Cytowany już szef ochrony przyznaje, że faktyczne straty wynikające z wewnętrznych kradzieży mogą być wyższe, niż wykazano w raporcie CRR: – Nieuczciwi sprzedawcy czy magazynierzy wpadają rzadziej niż klienci. Współpracują z ochroną, znają systemy zabezpieczeń i słabe punkty. Często działają w grupach, opracowują skomplikowane plany.

W jednym z warszawskich hipermarketów pracownica działu mięsnego owijała najdroższe gatunki mięsa w słoninę i nabijała cenę słoniny. Towar odbierał od niej podstawiony klient i kierował się do kasjerki, która także była w zmowie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj