Młodzi ludzie nie radzą sobie z życiem
Ludzie w proszku
Niby ogólnie coraz lepiej nam się żyje. A mimo to spektakularnie przybywa załamań nerwowych. Ni to depresji, ni wypalenia, jakiejś psychicznej rozsypki. Cierpi na nie kilka milionów spośród nas.
Wśród dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków kryzysów psychicznych zdarza się dwa razy więcej niż 20 lat temu.
Nadezhda Bolotina/PantherMedia

Wśród dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków kryzysów psychicznych zdarza się dwa razy więcej niż 20 lat temu.

Kilka milionów Polaków to ludzie długotrwale wytrąceni z życia.
Mirosław Gryń/Polityka

Kilka milionów Polaków to ludzie długotrwale wytrąceni z życia.

Zdaniem psychiatrów coraz większa grupa wśród ludzi w rozsypce to ci, którzy nie potrafili wyjść z jakiegoś życiowego zakrętu.
Mirosław Gryń/Polityka

Zdaniem psychiatrów coraz większa grupa wśród ludzi w rozsypce to ci, którzy nie potrafili wyjść z jakiegoś życiowego zakrętu.

Wszystkie słupki idą w górę. Z Diagnozy Społecznej wynika, że Polacy są coraz bogatsi i zadowoleni. Coraz zdrowsi i otoczeni dobrami. A tymczasem wśród dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków kryzysów psychicznych zdarza się dwa razy więcej niż 20 lat temu. Ostrych załamań nerwowych, które nie są chorobą psychiczną, choć mogą sprawiać takie wrażenie, bo przywożą do szpitala człowieka, który utracił kontakt z rzeczywistością.

Ale pogrążyć się można też mniej widowiskowo, bez karetki i lekarza wypisującego skierowanie na oddział psychiatryczny najbliższego szpitala. – Kryzys może przebiegać nieostro, powodując ciągnące się stany depresyjne, wypalenia, uzależnienia – tłumaczy prof. Bartosz Łoza, kierownik kliniki psychiatrii na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Szacuje się, że wypalenie w jakimś sensie dotyczy nawet 85 proc. pracowników. Podobnie smutne są statystyki uzależnień – ponad 3 mln Polaków, według międzynarodowych badań EZOP, ma wyraźne symptomy choroby alkoholowej, a jeśli chodzi o kobiety, to więcej jest pijących wśród tych na stanowiskach niż wśród tych z kiepskimi zawodami albo bez pracy. 12-krotnie w ciągu 20 lat wzrosła liczba uzależnionych od substancji psychoaktywnych. Masowo popadamy w lekomanię – dochody firm farmaceutycznych ze sprzedaży antydepresantów podwoiły się w kilka lat.

A w tle są jeszcze powikłania po tych wszystkich autorskich strategiach przetrwania: ataki psychotyczne, poważne zaburzenia psychiczne, będące efektem nie tyle wrodzonej chemii mózgu, ile następstwem źle zażytych leków łączonych z alkoholem czy aplikowania sobie substancji psychoaktywnych. Szczególnie silne lęki, omamy i zwidy, stan utraty kontaktu z rzeczywistością to doświadczenie, które może nieodwracalnie zdewastować życie. Takich epizodów – następstw kontaktu z czymś psychoaktywnym – przybyło w ostatnich latach o kilkaset procent.

Ale na przykład pani C. nie figuruje w żadnych statystykach. Po prostu pewnego dnia stwierdziła, że już nie umie chodzić i usiadła na wózku. Ma 50 lat. Mąż zmarł. Nie był wzorem za życia. To też typowy stan – psychologicznie człowiek nie jest w stanie unieść zmiany, a więc cały stres, cała para, idzie w ciało. Psychosomatycy lamentują nad przeeksploatowaniem cielesnym Polaków. Zaczyna się jakby brakiem łączności pomiędzy świadomością a ciałem, utratą umiejętności zauważania własnego zmęczenia, a kończy kompletnym zniszczeniem zdrowia. Farmaceuci dodają, że najlepiej sprzedającymi się dziś medykamentami w Polsce są środki przeciwbólowe. Bo wciąż coś boli – a to mięśnie, a to stawy, a to głowa. Spora część, jeśli nie większość tych dolegliwości, może mieć podłoże psychosomatyczne.

Tak więc kilka milionów Polaków to ludzie długotrwale wytrąceni z życia.

Powód.

Zdaniem psychiatrów coraz większa grupa wśród ludzi w rozsypce to ci, którzy nie potrafili wyjść z jakiegoś życiowego zakrętu. – Nie przepracowali kryzysu psychicznego, który sam w sobie nie jest ani stanem wyjątkowym, ani niebezpiecznym. Jest po prostu skutkiem ubocznym prób uświadomienia sobie istniejących w nas wewnętrznych konfliktów – tłumaczy prof. Bartosz Łoza. – Kryzys jest wręcz koniecznym etapem w życiu, bo tworzy warunki do zmiany. O ile jednak nie nastąpi pomyślne rozwiązanie kryzysu, sytuacja może stać się niebezpieczna w sensie psychiatrycznym.

Kryzysy to kategoria w psychologii nienowa. Erik Erickson pisał o ośmiu rozwojowych punktach zwrotnych, warunkujących przejście do następnego etapu – z dzieciństwa w młodość, z młodości w dojrzałość itd. Spadkobiercy Karla Junga mówią o kryzysie połowy życia i przekonują, że właśnie ten zakręt daje szansę, by w ogóle mentalnie się rozwinąć. Przychodzi czas na zajęcie się sobą, pojawia się przestrzeń w głowie – i nie tylko głowie – by stać się bardziej wolnym wewnętrznie i świadomym człowiekiem.

Kryzys – słowo pochodzące z greki – w istocie oznacza zmianę. A więc: pierwsze pół życia mieliśmy, by jakoś się urządzić, zorientować w rzeczywistości, znaleźć zawód, zorganizować dom, rodzinę, a gdy już się nam udało, wręcz powinno pojawić się to lekkie tąpnięcie psychiczne. Pretekst, by zrobić ponowny przegląd generalny i – w konsekwencji – wyjść poza stosowane dotychczas strategie radzenia sobie w życiu. Wedle prostego schematu: ktoś, kto do tej pory głównie się poświęcał, ma zrezygnować z roli cierpiętnika i postawić granice. Ktoś, kto dużo pracował, może zacząć przywiązywać wagę do relacji z innymi. Człowiek ma się poszerzyć.

Kryzysy nie są dla wszystkich. One są wręcz dla wybranych. Wrażliwszych, ale też więcej myślących i mających warunki intelektualne, by siebie analizować. Na końcu tego procesu pojawia się większa autonomia. Większe poczucie wewnętrznej niezależności, mniejsze uwikłanie w role – zwłaszcza takie, które nie są z wyboru. Poczucie własnego istnienia i własnej ważności, uniezależnione od ocen i opinii innych. To ma sens: z wszelkich badań psychologicznych wynika, że właśnie autonomia, wolność wewnętrzna, najlepiej przekłada się na poczucie sensu w życiu, pod warunkiem, że wszystko to idzie w parze ze związkami z ludźmi. Ta kryzysowa przemiana jest trudna, ponieważ sztywne role społeczne dawały człowiekowi poczucie życiowego bezpieczeństwa. Rozwój na własną rękę – jakby mniej.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj