szukaj
Jak sobie radzą w Polsce uchodźcy z Tadżykistanu
Bez wizy, ale z kwitkiem
Polska broni się przed napływem uchodźców z byłych republik radzieckich. Wśród nich są Tadżykowie, uciekinierzy szukający schronienia przed reżimem Emomali Rahmona. Jeszcze o nich usłyszymy.
Uchodźcy na przejściu granicznym w Brześciu
Agencja ATM/Forum

Uchodźcy na przejściu granicznym w Brześciu

Na stacji w Brześciu bierne wyczekiwanie. Aliszer zajmuje miejsce w pociągu do Terespola i zastyga w skupieniu. Wraz z rodziną – żoną i trójką dzieci – podróżuje w ostatnim wagonie, zwyczajowo zarezerwowanym dla osób bez wizy. Czyli tych, którzy jadą ubiegać się o azyl na polsko-białoruskiej granicy. Przyznaje, że w tłumie Czeczenów czuje się trochę osamotniony. Ale jest spokojny i rzeczowy. Choć może to jedynie poza maskująca strach i przerażenie. Został mu bowiem jeden dzień do końca legalnego trzymiesięcznego pobytu na Białorusi. Przed nim ostatnia, 20. już, próba przekroczenia granicy. Dziś także nie uda mu się przedostać do Polski (jeśli wierzyć plotkom, pogranicznicy nigdy nie wpuszczają w niedzielę). Dzień później uda się na Ukrainę i spróbuje złożyć wniosek o azyl na przejściu granicznym w Medyce. Jednak i tam mu się nie powiedzie. I trudno się dziwić. Żaden z funkcjonariuszy Straży Granicznej nie słyszał o Partii Islamskiego Odrodzenia Tadżykistanu (PIOT), której Aliszer jest członkiem, a jego rodzinny Tadżykistan dla większości stanowi ciemną plamę na mapie.

Szabnam Chudojdodowa nie ufa już żadnej władzy i nie wierzy w żadną instytucjonalną pomoc. Za wiele przeszła i zbyt wiele widziała. Ubrana w zachodnim stylu, urodziwa kobieta, siedząca w fotelu jednego z warszawskich hotelowych lobby. W Polsce od paru miesięcy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj