Gwałty randkowe – problem powszechny
Gwałty i mity
Pojęcie gwałtu randkowego pojawiło się w historii 14-latki z Lublina, której próbowano uniemożliwić aborcję. Czy coś takiego w ogóle istnieje? – pytano. Istnieje i jest o wiele bardziej powszechne, niż mogłoby się zdawać.
Gwałt randkowy jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych przestępstw seksualnych.
Krista Mangulsone/StockSnap.io

Gwałt randkowy jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych przestępstw seksualnych.

[Tekst został opublikowany w POLITYCE 28 lipca 2008 roku.]

***

Poszłam na imprezę z nowym chłopakiem i co tu dużo gadać, przedawkowałam alkohol, on też, ale mniej. Rano już nie byłam dziewicą. Nic nie pamiętałam – opisuje Ewelina. – Długo byłam przekonana, że to ja jestem winna, bo go nie dopilnowałam. Najgorsze jest to, że potem byłam z nim jeszcze prawie trzy lata. To wracało, ale byłam od niego przedziwnie uzależniona. Teraz go nienawidzę, to największy skurwysyn, jakiego spotkałam.

Bo bluzka była za krótka

W powszechnym mniemaniu do gwałtu dochodzi wtedy, gdy ubrana, najlepiej w zapięty pod szyję kożuch, kobieta zostaje wciągnięta przez obcego zboczeńca do lasu, broni się do upadłego, a ulega dopiero ogłuszona łomem. W innych przypadkach włączają się mechanizmy obciążania winą ofiary: może kusiła los, szwendając się nie tam, gdzie trzeba. Może była seksownie ubrana. Może za dużo wypiła, a może prowokowała, bo tak naprawdę sama tego chciała. Te same mechanizmy włączają się w głowie ofiary: mogłam nie iść, nie pić. Dlatego najczęściej nie mówią o tych sytuacjach nikomu.

Przecież wiedziałaś, po co tu idziesz. Jest impreza, bawimy się – usłyszała po fakcie 16-letnia Ania. To były urodziny jej starszego brata. Chłopcy jej imponowali, przystojni, fajni. A najlepszy przyjaciel brata naprawdę jej się podobał. Dlatego, kiedy zaproponował, żeby poszli do pokoju obok, zgodziła się. Myślała, że trochę się poprzytulają, nie miała obaw, w końcu znali się od lat. Kiedy zaczął być natarczywy, protestowała, ale on nie słuchał. Zaczęła się bronić, dostała w twarz, wykręcił jej ręce. Nawet nie przyszło jej do głowy, żeby to zgłosić na policję. Przecież to przyjaciel, przecież naprawdę sama poszła do tego pokoju, wcześniej wypiła kilka piw. Nie powiedziała rodzicom, nie powiedziała nawet bratu. Miała świadomość, że nikt jej nie pomoże. Do telefonu zaufania zadzwoniła tylko po to, żeby się wygadać. Przyjaciel brata do dziś bywa u nich w domu, jakby nigdy nic.

Według Wandy Paszkiewicz z Centrum Pomocy Stowarzyszenia Niebieska Linia, dziewczyny, które się zgłaszają, rzadko mówią, że doświadczyły gwałtu na randce. Skarżą się na zaburzenia psychosomatyczne. Dopiero potem okazuje się, że ich podłożem jest szok związany z przemocą seksualną. Nie nazywają tego gwałtem, bo przecież gwałciciel to ktoś obcy, a nie chłopak, narzeczony. Zgwałcenie przez obcego napastnika ma zwykle bardziej brutalny przebieg, ale skutki psychiczne, gdy robi to ktoś bliski, są te same: szok, zespół stresu pourazowego, myśli samobójcze. Bo wchodzi tu jeszcze w grę okaleczone zaufanie. Alicja Długołęcka, psychoterapeutka i seksuolożka, potwierdza, że rozmowy z nastolatkami na ten temat to wyjątki.

Do gwałtów randkowych bardzo często dochodzi na imprezach, gdzie jest alkohol czy narkotyki. Dziewczyna jest zakochana, w fazie romantycznej, i zostaje przez swojego chłopca siłą zmuszona do seksu. Jak się do tego przyznać? Bo przecież czegoś chciała, ale nie tego – opowiada. – Te historie wychodzą później, w pracy z dorosłymi kobietami, które dopiero po latach potrafią sobie uświadomić, co je tak naprawdę spotkało, i leczą traumę.

Nie” znaczy „nie”

W Stanach Zjednoczonych przełomem w definiowaniu gwałtu była sprawa Mike’a Tysona z 1991 r. Młoda kobieta, która umówiła się z nim na randkę i dobrowolnie poszła do pokoju hotelowego, oskarżyła go o gwałt. Sąd orzekł, że jej swobodne zachowanie nie jest jednoznaczne ze zgodą na seks i skazał Tysona za napaść seksualną.

Prawo, również polskie, definiuje gwałt dość szeroko. Każde wymuszenie seksu przy użyciu przemocy lub groźby jej użycia jest gwałtem. Także gdy ofiara jest pijana, odurzona czy niezdolna do decydowania o sobie (np. upośledzona). Nieważne, czy seks wymusza osoba bliska, choćby i mąż. „Nikt, nigdy i wobec nikogo nie jest zobowiązany do świadczeń seksualnych” – podsumowują autorki książki „Gwałt na randce” Susan Mufson i Rachel Kranz. Kobieta zawsze ma prawo powiedzieć: nie, i wszystko, co po tym następuje wbrew jej woli, to przemoc seksualna.

Gwałt randkowy jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych przestępstw seksualnych. Chłopcy często nie czują, że zrobili coś złego. I to jest największy problem – przekonuje Mike Hardcastle w brytyjskim poradniku dla nastolatków. Tego typu gwałt często bywa wynikiem niezrozumienia i braku komunikacji, a nie przestępczych intencji. „Dlatego pierwszą i najważniejszą rzeczą, którą chłopcy powinni zrozumieć, to że nie znaczy nie. To nie podlega negocjacjom” – zaleca Hardcastle.

Tyle teoria. Praktyką często rządzi patriarchalny mit, że kobiece nie w istocie znaczy tak. To tylko kokieteria, bo naprawdę kobieta lubi być zdobywana. Jest postrzegana jako istota, która w gruncie rzeczy sama nie wie, czego chce. Mężczyźni często traktują zmuszanie kobiet do seksu jako rzecz normalną. Nie traktują serio odmowy. „Gwałcą dziewczyny w przekonaniu, że wyświadczają im przysługę, ośmielając je i oswajając z seksem” – piszą Mufson i Kranz.

Cnotki i szmatki

Gwałty randkowe czy takie, w których gwałciciel jest osobą znajomą, zdarzają się częściej, niż mogłoby się zdawać. Ponad 80 proc. zgwałconych kobiet znało wcześniej napastnika. Jedne z największych badań, dotyczące gwałtów na randce, przeprowadzono wśród kilku tysięcy studentek uniwersytetu w Massachusetts. 13 proc. ankietowanych przeżyło gwałt na randce, a kolejnych 10 proc. usiłowano zgwałcić. Inne badania potwierdzają te dane. Socjolog Michael Shiveley podaje, że 26 proc. ankietowanych przez niego kobiet doświadczyło przemocy seksualnej. O podobnej skali mówi prof. Mary Koss, specjalistka medycyny rodzinnej i społecznej, która prowadziła badania w 32 uniwersyteckich miasteczkach, przy czym jej zdaniem są to dane zaniżone, bo nie wszystkie kobiety chcą ten fakt ujawniać, nawet anonimowo. Wolą o wszystkim zapomnieć, wyprzeć z pamięci. Tylko 5 proc. zgłasza się na policję. Pisarka Naomi Wolf ujmuje rzecz dosadnie: „Gwałt zdarza się częściej niż leworęczność, alkoholizm i ataki serca”.

Czy w Polsce jest podobnie? Badań brak, ale nie ma powodu, by sądzić, że nie.

Przeciwnie, są powody, by sądzić, że może być nawet gorzej. To u nas słychać było obleśny chichot Andrzeja Leppera, który powątpiewał, czy można zgwałcić prostytutkę. Gdy do komisariatów zgłaszają się kobiety zmuszane do seksu przez mężów, policjanci są zdziwieni: Jaki gwałt? – pytają – przecież to pani mąż.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj