Bogacenie przez dzielenie
Bogacenie przez dzielenie. Podziel się tym, co masz w nadmiarze
W mieście Volos między Atenami a Salonikami podobno już 800 mieszkańców rozlicza się bez gotówki. „Wymieniają usługi fryzjerskie na worki ziemniaków, mandarynki na lekcje gry na pianinie, opiekę nad dzieckiem na naukę pływania, pączki na używane gry komputerowe” – doniosła niedawno „GW” na stronach poświęconych biznesowi. Autor tekstu cieszył się z zaradności znękanych kryzysem Greków i zarazem martwił o podatki, których tego typu bezgotówkowe transakcje nie generują. Zatroskani komentatorzy sugerowali z kolei, że to krok w tył, powrót do mrocznych czasów sprzed handlowej dominacji Fenicjan i ich wynalazku – pieniądza. Ale są i tacy, którzy w tego rodzaju praktykach widzą fundamenty nowej, lepszej ekonomii czy wręcz nowego światowego porządku.
Słowa „Daj, czegoć nie ubędzie” z fraszki Jana Kochanowskiego, choć w oryginale dotyczą wyłącznie specyficznego barteru pomiędzy damą a nagabującym ją dżentelmenem, najlepiej oddają ducha sharingu. Po naszemu – dzielenia się tym, czego mamy w nadmiarze. A nawet tym, czego właściwie nie mamy, ale możemy przekazać dalej.
Wspólna kanapa
Jeszcze w połowie lat 90. w każdym szanującym się domu półki uginały się pod ciężarem encyklopedii, które – im większa, tym lepsza – traktowano również jako niezłą lokatę kapitału. Dziś to nie do pomyślenia. Somnambulizm, turkuć podjadek, Boissy-aux-Cailles – po co to komu? A gdyby jednak miało się okazać potrzebne – wystarczy zapytać Google lub Wikipedię. Ta ostatnia to zresztą nic innego jak wiedza setek tysięcy ludzi, którą dzielą się ze sobą i ze światem.
Wielu, zwłaszcza młodych, ludzi domaga się darmowego dostępu do wytworów kultury. Muzykę, która ich interesuje, chcą mieć tu i teraz, ale nie chcą sobie zagracać półek pudełkami z plastiku.