Chiny kończą z prawie 40-letnią polityką jednego dziecka
Pstryk! I rewolucja
Rygory prokreacji luzowano od lat. Koniec polityki jednego dziecka był tym bardziej spodziewany, im więcej przynosił negatywnych efektów.
Przywódcy partii komunistycznej ogłosili, że godzą się, by Chińczycy mieli jednak dwójkę dzieci.
Andrew Turner/Flickr CC by 2.0

Przywódcy partii komunistycznej ogłosili, że godzą się, by Chińczycy mieli jednak dwójkę dzieci.

Jeśli posiadanie potomstwa jest naturalnym pragnieniem człowieka, niezależnie od kultury, klimatu i ustroju, w którym żyje, to Chiny zyskują szansę, by nieco znormalnieć. Po prawie 40 latach przywódcy partii komunistycznej rezygnują z polityki jednego dziecka. Przy okazji prac nad 13. już planem 5-letnim po prostu ogłosili, że godzą się, by Chińczycy mieli jednak dwójkę dzieci.

Ten styl podejmowania i ogłaszania decyzji mówi o sposobie zarządzania wielkim państwem – pstryk! I rewolucja. Chińscy technokraci policzyli, zaplanowali i po namyśle wyszło im, że jedynacy jednak nie zapewnią gospodarce, państwu, partii i jej armii świetlanej przyszłości.

Polityka jednego dziecka miała za zadanie ograniczyć mnożenie się Chińczyków, w latach 70. młodych, biednych i głodnych. Może nie tyle nie zabraniała posiadania większej liczby dzieci, ile rodzinom z wariantem innym niż 2+1 wybitnie utrafiała życie, zmuszając w zasadzie do wychowywania tylko jedynaków. Od tego nakazu było wiele wyjątków, nie obejmował m.in. mniejszości narodowych. Powszechnie rodzono też więcej na wsi. Pozwalano na drugie dziecko także wtedy, gdy pierwsze było dziewczynką itd.

Oczywiście urzędnicze sterowanie prokreacją – będące, nie ukrywajmy, barbarzyńskim łamaniem prawa człowieka – musiało zrodzić wynaturzenia. Podziemie adopcyjne i handel dziećmi. Dzieci urodzone ponad plan, ale pozostające poza systemem edukacji. Albo planowanie rodziny nakierowane na rodzenie chłopców.

A jedynacy bywają traktowani są jak mali cesarze. Z jednej strony jedynaków się hołubi, z drugiej rodzice i dziadkowie – a na jedno dziecko przypada szóstka wychowawców, po dekadach kontroli urodzeń powstał więc problem 4-2-1 – projektują swoje oczekiwania i marzenia, w tym o przebiegu kariery potomka. Stąd rozkwit usług korepetycyjnych, zacięta rywalizacja w szkołach i na uczelniach, wzmacniana przez tradycyjny system egzaminów i rekrutacji do pracy. I choć podobnie dzieje się w innych krajach Dalekiego Wschodu, to młodzi Chińczycy są często lepiej przetrenowani niż ich regionalni rówieśnicy.

Rygory prokreacji luzowano od lat. Koniec polityki jednego dziecka był tym bardziej spodziewany, im więcej przynosił negatywnych efektów (patrząc z partyjnego punktu widzenia). Np. w 2012 r. pierwszy raz zmniejszyła się siła robocza. Na dodatek demografowie twierdzą, że Chiny nie zawsze będą najludniejszym państwem. Prześcigną je Indie, wielki sąsiad i rywal, który zarazem może mieć za kilka dekad większą gospodarkę, a co za tym idzie także potencjał militarny. Konserwatywni przywódcy partii i państwa uważają taki obrót rzeczy za niedopuszczalny, zdecydowali się więc uciec do przodu.

Pozostaje jeszcze poważne zastrzeżenie: chińscy rodzice też liczą, ile kosztuje wychowanie dziecka. W wielu przypadkach też chcą robić karierę, nie stać ich na mieszkania, a chcą mieć własne. Nie ma więc pewności, że zgoda na dwójkę przełoży się na boom urodzeń.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj