Słowacja: prezydent Kiska rzecznikiem solidarnego podejścia do uchodźców
Pod Dobrym Aniołem
Nie ma na Słowacji dwóch tak różnych postaci jak rówieśnicy: prezydent Kiska oraz premier Fico. I całe szczęście.
Prezydent Andrej Kiska z Asmą Sidiki, uciekinierką z Afganistanu
Martin Mikula/CTK/PAP

Prezydent Andrej Kiska z Asmą Sidiki, uciekinierką z Afganistanu

We wsi Gabčíkovo, niedaleko granicy z Węgrami, miał powstać obóz tymczasowy dla 500 uchodźców z Bliskiego Wschodu. Przeciwne planom rządu lokalne władze zorganizowały referendum i… 96,7 proc. mieszkańców zagłosowało przeciw. Zaskoczenia nie było. Według badania Eurobarometru z października tylko 19 proc. Słowaków uważa, że gospodarka ich kraju potrzebuje imigrantów – to najniższy wynik w całej Unii. Dla porównania w Szwecji i Niemczech pozytywnie opowiedziało odpowiednio 77 i 72 proc. badanych.

Słowacy właściwie nie znają innych narodów: ich kraj ma jeden z najniższych odsetków obcokrajowców w Unii Europejskiej (1,4 proc.), a są to głównie sąsiedzi – Czesi, Węgrzy i Polacy. Relacje z własnymi mniejszościami, romską i węgierską, są napięte. Zmianie nastrojów nie służy też dotychczasowa – raczej zniechęcająca – polityka migracyjna władz: w 2014 r. rozpatrzono 331 podań o azyl, z czego pozytywnie zaopiniowano jedynie 14.

Kryzys migracyjny rozdrapał stare lęki w Europie Środkowej, a lokalnym populistom, takim jak chociażby słowacki premier Robert Fico, dał nową energię do działania. – To nie Słowacja zrzucała bomby na Syrię i Libię – odpowiedział Fico francuskiemu ministrowi spraw zagranicznych, który oskarżył państwa regionu o brak solidarności.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj