Recenzja spektaklu: "Zmierzch długiego dnia", reż. Krystyna Janda
Autobiograficzna sztuka O’Neilla z 1956 r. to portret jednego z wielu piekielnych dni, jakie zwykła sobie nawzajem fundować rodzina Tyronów.
Autobiograficzna sztuka O’Neilla z 1956 r. to portret jednego z wielu piekielnych dni, jakie zwykła sobie nawzajem fundować rodzina Tyronów.
Toczący się pod hasłem „Teatr nie jest produktem/Widz nie jest klientem” rok Strzępka i Demirski zakończyli spektaklem, w którym zastanawiają się, kiedy rynek zagarnął sztukę, z artystów robiąc wyrobników, a z ich dzieł produkty do sprzedania, i czy można to jeszcze odwrócić?
Odys i Filoktet, obaj ekstremiści, jeden przekonany, że cel uświęca środki, drugi czyniący fetysz ze swojej krzywdy i odrzucenia, walczą o duszę Neoptolema.
Henryk Baranowski umieścił akcję „Napoju miłosnego” w PGR, bo skoro w PRL byli komuniści z Grecji, to mogli być i z Włoch.
Na widowni Teatru Polskiego, po właśnie zakończonym dwuletnim remoncie generalnym, świeże karmazynowe plusze, odnowione złote stiuki oraz grono oficjeli z parą prezydencką na czele, a na scenie opuszczony basen, a w nim grupka brudnych i obszarpanych bezdomnych czaruje za pomocą alkoholu.