Archiwum Polityki

I co tu poradzić?

Jedynym dziś sensem istnienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jest fakt, że trudno ją wykreślić z konstytucji. Ale ten dziwaczny urząd, sparaliżowany wewnętrznym bojkotem, wciąż zatrudnia 150 osób, w tym kilku tzw. ministrów.

To, że prezes Rady Witold Kołodziejski od miesiąca nie zszedł z pierwszego piętra na parter, by spotkać się z członkiem Rady Tomaszem Borysiukiem, nazywane jest w KRRiT problemem braku komunikacji. – Chodzi o obronę związanego z PiS prezesa radia Krzysztofa Czabańskiego – precyzuje Borysiuk. Od dwóch miesięcy Rada nie może uzupełnić składu rady nadzorczej Polskiego Radia, która przez to nie podejmuje żadnych decyzji. Tylko tak pisowska większość w KRRiT może uchronić przed odwołaniem prezesa Czabańskiego, człowieka oddanego partii i zaufanego prezesa Kaczyńskiego.

Polityka 15.2008 (2649) z dnia 12.04.2008; Kraj; s. 32