Archiwum Polityki

Czerwone i zielone

Siła, pieniądze i Allah to trzy kluczowe pojęcia kształtujące nową rzeczywistość w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. Zwycięstwo wyborcze Hamasu rozbija dawne układy w Palestynie, ale nie daje nic w zamian.

Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas postanowił przekazać ministrowi spraw wewnętrznych Nasserowi Jusefowi naczelne dowództwo służb bezpieczeństwa. Równie dobrze mógłby mu podarować Niderlandy. W ciągu najbliższych tygodni ma powstać nowy gabinet, w którym pierwsze skrzypce grać będą ministrowie Hamasu, zwycięzcy wyborów parlamentarnych. W nowym układzie największa siła polityczna nie zrezygnuje z kontroli nad armią 150 tys. policjantów i oficerów bezpieki. Kto nie ma gotówki i stojących za nim murem uzbrojonych formacji, ten nie sprawuje faktycznej władzy w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Tak wygląda w praktyce palestyńska demokracja.

Jeszcze tydzień temu sprawa poborów funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa stała na ostrzu noża. Ludzie ci od lat wiedzą, że służą sprawie palestyńskiej, ale także, a może przede wszystkim, temu, kto wypłaca miesięczną pensję. Jaser Arafat usankcjonował ten system, posługując się tajnymi kontami. Ci nieliczni, którzy zostali dopuszczeni do tajemnicy, teraz nabrali wody w usta. Dziś kasa Autonomii jest pusta. Sytuację uratował Izrael, przekazując wciąż jeszcze działającemu rządowi Mahmuda Abbasa 50 mln dol. Bez tych pieniędzy prezydent zostałby nawet bez straży przybocznej.

Wypłacona kwota to zwrot ceł i podatków nakładanych przez władze izraelskie na towary przechodzące przez porty w Hajfie, Aszdodzie i Ejlacie, ale przeznaczone dla importerów w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Ponieważ władze palestyńskie od wielu miesięcy zalegają z opłatą za prąd, gaz i paliwa płynne dostarczane przez Izrael – dług urósł do 200 mln dol. – społeczeństwo domagało się wstrzymania przekazu. Rząd Ehuda Olmerta, nie licząc się z opinią publiczną, postanowił inaczej.

Polityka 8.2006 (2543) z dnia 25.02.2006; Świat; s. 48
Reklama