Archiwum Polityki

Senatorska VATolina

Sława Aleksandra Gawronika jako wyrafinowanego aferzysty w białym kołnierzyku wydaje się głęboko niezasłużona. W świetle dotychczasowych zarzutów prokuratora – jeśli oczywiście sąd uzna ich zasadność – ów znany biznesmen jawi się raczej jako dość prosty, pospolity przestępca. W jego pomysłach na zarabianie pieniędzy trudno bowiem dopatrzyć się finezji.

Jego pierwszym – i jak do tej pory ostatnim – dużym dochodowym interesem było otwarcie sieci kantorów przygranicznych w 15 minut po wejściu w życie nowego prawa dewizowego w 1989 r. Przedtem wymiana pieniędzy była działalnością nielegalną. Aleksander Gawronik dostał sporą premię nie dlatego, że był ekonomicznym geniuszem, ale że miał – do dziś niejasne – układy z ówczesną władzą, w tym ze służbami specjalnymi PRL. Na tyle dobre, że wiedział to, co dla innych pozostawało tajemnicą i, co więcej – potrafił zdobyć zezwolenie na handel walutami, zanim zaczął on być legalny oraz przekonać wopistów (Wojsko Ochrony Pogranicza), aby pozwolili prywatnym kantorom usadowić się w sąsiedztwie przejść granicznych.

Polityka 20.2001 (2298) z dnia 19.05.2001; Kraj; s. 19