Archiwum Polityki

Wściekły tłum

Po Europie krąży nowe widmo: widmo populizmu. Le Pen we Francji, Carl Hagen w Norwegii, Jörg Haider w Austrii, Umberto Bossi we Włoszech, Vladimir Mečiar na Słowacji, partia Pima Fortuyna w Holandii, Vladimir Tudor w Rumunii, Istvan Csurka na Węgrzech, wreszcie u nas Andrzej Lepper – ci i wielu innych, do niedawna uważanych za polityczny folklor i lokalnych oszołomów – dziś odnotowują spektakularne sukcesy w wyborach i sondażach. Co się stało? A jeszcze ważniejsze – co się stanie? Czy do Europy wraca choroba, która zdawała się być raz na zawsze wyleczona?

Populizm rzeczywiście wyczynia z demokracją niezwykłe łamańce. Brutalnie włamał się w nią kwestionując tradycyjne podziały polityczne na lewicę i prawicę, burząc wszelkie consensy i próbując przy tym wykorzystać samą demokrację dla swoich politycznych celów. Jak się okazuje, z dużym powodzeniem. Paradoksem jest bowiem to, że nowoczesna demokracja jest pod pewnymi względami ideologicznie bezbronna wobec populizmu, jako że ona również przemawia w imieniu „ludu”, a poza tym musi – zawsze, jeśli nie chce sobie samej zaprzeczyć – szanować demokratycznie wyrażaną wolę wyborców.

Polityka 23.2002 (2353) z dnia 08.06.2002; Kraj; s. 32