Archiwum Polityki

Zaszyć się i uszyć

Upadł radomski Zakład Maszyn do Szycia. Jakieś maszyny będą powstawać nadal (w nowo powołanej spółce), ale smutno się jakoś zrobiło. Bo przecież to Łuczniki od wczesnych lat 50. były powszechnymi w polskich gospodarstwach domownikami. Szyły na nich gospodynie, nauczycielki, ekonomistki, aktorki. Dzielne i utalentowane dawały odpór seryjnej tandecie i szarzyźnie, w jaką próbował je przyodziać państwowy przemysł i handel tekstylny.

Córka pani Krystyny z Warszawy ma w pamięci obraz mamy, pochylającej się wieczorami nad napędzanym nożnie Łucznikiem: z głową w aureoli z małego maszynowego światła mama wyglądała, jakby grała na organach.

Panie, które przez lata szyły na pozór amatorsko, mówią, że te wieczorne, nocne szycia były dla nich pasją i radością, ale też ciężką pracą. Pani Halina, dziś emerytowana ekonomistka z Białegostoku, w trudniejszych finansowo chwilach obszywała nie tylko rodzinę, ale i znajomych.

Polityka 23.2002 (2353) z dnia 08.06.2002; Społeczeństwo; s. 90