Archiwum Polityki

Cocacoatl

„Uwaga! Surowy zakaz fotografowania! Ktokolwiek złamie zakaz, zostanie oddany pod sąd wioskowy i trafi do więzienia!” – tablica w trzech językach: tzotzil (lokalny dialekt wywodzący się od języka Majów), hiszpańskim i angielskim wita obcych przy wjeździe do San Juan Chamula, w meksykańskim stanie Chiapas. Obok stoi drewniany krzyż, przystrojony jak choinka, i reklama Coca-Coli. Na pobliskim cmentarzu, wyrosłym wokół ruin opuszczonego kościoła, pełno Indian. Mężczyźni kopią świeży grób. Przed każdym stoi butelka coca-coli i kobiety siedzą wśród kopców z krzyżami. Rozmawiają i popijają colę. Pośrodku, w drewnianej trumnie, leży nieboszczyk.

San Juan Chamula. Trzy najważniejsze budynki w wiosce to kościół, siedziba PRI (Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna, która rządziła Meksykiem przez 71 lat i tu rządzi nadal) i składy coca-coli obok domu kacyka. Żeby wejść do kościoła, należy wykupić pozwolenie w urzędzie miejskim. Pod ścianami stoją szklane gabloty ze świętymi. Każdy z posągów naturalnej wielkości ma haftowane szaty, koronę na głowie i dwa lusterka zawieszone na szyi (według wierzeń – w jednym odbija się dusza grzesznika, drugie rozprasza złe moce).

Polityka 24.2002 (2354) z dnia 15.06.2002; Na własne oczy; s. 100