Archiwum Polityki

No i po rewolucji

„Wyglądają jak sny maniaka odczytane przez jasnowidza” – tak o dziełach surrealistów, nie bez złośliwości, pisała francuska malarka Marina Rodna. By obejrzeć owe rojenia na niedawno otwartej wystawie w paryskim Centre Pompidou, trzeba odstać w kolejce kilka godzin. Potem jednak nabiera się wrażenia, że dorobek Bretona i spółki nie zawsze wytrzymuje próbę czasu.

Wzorem żyjących przeszłością staruszków można by zakrzyknąć: dawniej panie, to były wystawy. Na bodaj najsłynniejszej wystawie surrealistów w Galerie des Beaux-Arts w 1938 r. spod powały zwisało 1200 worków z węglem, a całą podłogę zasypano zeschłymi liśćmi. W 1942 r. ekspozycję w Nowym Jorku spowiła pajęczyna z półtora kilometra sznurka utkana przez samego Duchampa. Ich pokazy zawsze były szalone, szokujące, niezwykłe jak i sama sztuka. Tymczasem w Centre Pompidou potraktowano prace surrealistów z namaszczeniem i powagą, jakby to były barokowe rzeźby, greckie amfory czy renesansowe portrety.

Polityka 14.2002 (2344) z dnia 06.04.2002; Kultura; s. 48