Archiwum Polityki

Grabarze biznesu

Każdego roku bankrutuje kilka tysięcy firm. Prowadzenie ich upadłości stało się dziś jednym z najbardziej dochodowych zajęć. Ostatnio syndyk Daewoo wycenił swoje honorarium na 49 mln zł! Syndykami zostają niejednokrotnie ludzie przypadkowi, bez niezbędnego doświadczenia i wiedzy. Pozbawieni kontroli sądów zamiast chronić majątek bankruta często pomagają go rozkradać.

Pierwsze w powojennej historii Polski bankructwa ogłoszono w 1990 r. Od tego czasu padło już 40 tys. firm. Syndycy dzielą upadłości na hity, resztówki i umorzeniówki. Pierwsze to bankructwa firm o gigantycznym majątku – na ich prowadzeniu syndycy zarabiają najwięcej. Resztówki nie są już tak łakomym kąskiem, ale wciąż opłaca się je prowadzić. Umorzeniówek, czyli spraw, które sąd musi umorzyć, bo bankrut nie ma pieniędzy nawet na przeprowadzenie postępowania, syndycy unikają jak ognia.

Polityka 42.2002 (2372) z dnia 19.10.2002; Raport; s. 3