Archiwum Polityki

Oskarżony prokurator

Nominacja Andrzeja Kaucza na stanowisko szefa Prokuratury Krajowej i wiceministra sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera rozpętała burzę. Po raz kolejny Kauczowi wypomniano, że oskarżając w stanie wojennym Władysława Frasyniuka zażądał dla niego 10 lat więzienia. Od 1982 r., za każdym razem, gdy prokurator jest chwalony za sukcesy i awansowany, zawsze znajduje się ktoś, kto przypomina tamten proces. I dalej już jest jak u Gogola: „Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator: ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”.

Prokurator Kaucz zapowiadał się dobrze. Pod koniec lat 70., tuż po asesurze, znalazł się w tzw. brygadzie tygrysa, wyselekcjonowanej grupie młodych prokuratorów, zajmujących się we Wrocławiu najtrudniejszymi przestępstwami gospodarczymi i rodzącą się przestępczością zorganizowaną. Ale w stanie wojennym brygadzie dołożono sprawy polityczne. W listopadzie 1982 r. Kaucz został oskarżycielem w sprawie Władysława Frasyniuka.

Dziadowskie szczęście

Zachowywał się jak na tamte czasy dość przyzwoicie, nie manipulował zeznaniami, nie próbował mnie obrazić ani upokorzyć.

Polityka 46.2001 (2324) z dnia 17.11.2001; Kraj; s. 19