Archiwum Polityki

Lament chłopów na ceny

Niespodziewanie najtańszą rzeczą w Polsce okazał się kilogram jabłek w punkcie skupu. By zarobić na pudełko zapałek, trzeba sprzedać 2,5 kg. Sadownicy rozpaczają, ale prawa rynku są bezwzględne: mamy nadprodukcję, na którą nie mamy pomysłu.

– To jest rozbój na prostej drodze – skarżą się producenci jabłek. – Nam się płaci osiem groszy za kilogram, czyli grubo poniżej kosztów produkcji. A potem sprzedaje się je po 1,50–2,50 zł, co oznacza 18–30-krotne przebicie.

W punkcie skupu owoców Jana Dymowskiego w Kowiesach taśmociąg ładuje jabłka na ciężarówki od szóstej rano. Dymowski nie ma wagi, więc jabłka trzeba przywozić w klatkach, czyli skrzynkach, po 20 kg w każdej.

Polityka 46.2001 (2324) z dnia 17.11.2001; Kraj; s. 24