Archiwum Polityki

Odessa musi wybrać

Odessa jest miastem apolitycznym. Nie było tutaj strajków, a ruch Ukraina bez Kuczmy, który w zeszłym roku wstrząsnął Kijowem, tu wygasł, zanim zyskał zwolenników. Wieczorem po ulicach przechadzają się duchy postaci z prozy Babla – Sońki Złotej Rączki i Miszki Japończyka. Młody biznes jeździ najnowszymi modelami Porsche. Ale przedwyborcza gorączka ożywiła ostatnio nawet Odessę.

– Odessa nie jest stolicą kraju, ale nie jest też drugim miastem Ukrainy – Eduard Gurwic z satysfakcją cytuje ulubione powiedzenie odessytów – jak sami siebie nazywają mieszkańcy miasta. Nawet za czasów radzieckich Odessa była, można powiedzieć, wolna po swojemu. – Jeśli komunistycznej propagandzie udawało się otumanić całe społeczeństwo, to u nas było to niemożliwe. Marynarze jeździli stąd w świat i widzieli, że na zgniłym Zachodzie żyje się lepiej niż w kwitnącym Sojuzie.

Polityka 12.2002 (2342) z dnia 23.03.2002; Na własne oczy; s. 100