Archiwum Polityki

Ciemna strona pisarza

Rozmowa z amerykańskim aktorem Philipem Seymourem Hoffmanem, grającym główną rolę w filmie „Capote”

Janusz Wróblewski: – „Capote” nie jest klasycznym filmem biograficznym, a pańska kreacja wykracza daleko poza aktorskie standardy spotykane w tego typu produkcjach. W jaki sposób udało się panu osiągnąć tak niebywałą ekranową wiarygodność?

Philip Seymour Hoffman:– Przed przeczytaniem scenariusza niewiele wiedziałem o okolicznościach powstania książki „Z zimną krwią”. Nie interesowałem się życiem Trumana Capote’a ani jego pisarską legendą. Pamiętałem tylko ze swojej młodości, że pojawiał się w bardzo wielu talk-shows. Poznając tekst, który mówił o jego przyjaźni z mordercą oczekującym w celi śmierci na wykonanie wyroku, uświadomiłem sobie, że jest to wielki, uniwersalny, faustowski temat, który, odpowiednio zinterpretowany, daje aktorowi wielkie możliwości.

Szukając oryginalnego tonu oddającego złożoną osobowość artysty zmienił pan nie do poznania swój głos i wygląd. Poddając się tym przeobrażeniom, starał się pan naśladować sposób zachowania Capote’a?

Nie, to nie miałoby sensu. Przejrzałem archiwalne taśmy z jego nagraniami. Okazało się, że był niskim mężczyzną, którego waga i wzrost nie odpowiadały moim gabarytom. Chcąc fizycznie upodobnić się do niego, musiałem zrzucić 35 kg. Wrażenie filigranowej sylwetki osiągnęliśmy, maskując mój wygląd kostiumami podkreślającymi na przykład wąskie ramiona i krótkie ręce. Capote miał swój niepowtarzalny styl: charakterystyczny sposób poruszania się, nerwowe tiki, specyficzny głos. Kopiowanie tego wszystkiego byłoby parodią.

W jakim stopniu filmowy wizerunek autora „Z zimną krwią” odpowiada autentycznej postaci pisarza?

Truman Capote był charyzmatycznym artystą. Cieszył się wielką sławą, z której chętnie i z dużym wdziękiem korzystał.

Polityka 10.2006 (2545) z dnia 11.03.2006; Kultura; s. 73
Reklama