Archiwum Polityki

Gniew po werdykcie

Miało nie być niespodzianki, a jednak była. Oscara za najlepszy film roku nie dostał stuprocentowy, jak się wydawało, faworyt „Tajemnica Brokeback Mountain”, lecz niedoceniane wcześniej „Miasto gniewu”. Czyżby film Anga Lee opowiadający o miłości gejów wydał się szanownej Akademii zbyt śmiały obyczajowo?

Kiedy Jack Nicholson odczytał najważniejszy tegoroczny werdykt Amerykańskiej Akademii Filmowej, na widowni Kodak Theatre rozległy się gwizdy. Niezbyt głośne wprawdzie, ale jednak bardzo znaczące – jak wiadomo bowiem, podczas tej ceremonii publiczność ma bić brawo i wyrażać zachwyt. Tym razem troszkę wyszła z roli. Zdziwienie było tym większe, iż dosłownie od pierwszej sekundy gali pojawiały się aluzje sugerujące, kto zostanie bohaterem wieczoru. Już w pierwszej scenie zobaczyliśmy namiot z „Brokeback Mountain”, z którego wychylił się Bill Crystal, informując, że w tym roku nie poprowadzi imprezy, bo ma inne zajęcia.

Polityka 10.2006 (2545) z dnia 11.03.2006; Społeczeństwo; s. 92