Archiwum Polityki

Buława i kadzidło

Znajomi są przekonani, że gdyby nie był kapłanem, zostałby politykiem. Mówi się, że to on patronował zawiązaniu paktu stabilizacyjnego. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź jest dla krytyków koniunkturalistą, który mentalnie nadal tkwi w białostockiej wiosce. Dla sympatyków – rzadkim przypadkiem hierarchy niekonwencjonalnego.

Kiedy wyszło na jaw, że na plebanii diecezji warszawsko-praskiej doszło do ustaleń między PiS, LPR i Samoobroną ratującymi Sejm przed skróceniem kadencji, arcybiskup Głódź wykazał wstrzemięźliwość: – Nie potwierdzam, nie zaprzeczam – mówił dziennikarzom, którzy chcieli poznać szczegóły tej operacji. Odmówił nawet redakcji diecezjalnego tygodnika „Idziemy”. – Szef uznał, że jeszcze nie pora – opowiada ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny pisma.

Polityka 11.2006 (2546) z dnia 18.03.2006; Kraj; s. 36