Archiwum Polityki

Aleje Przyjaciół

Jest w Warszawie kilka miejsc, które uchodzą za osiedla władzy. Kiedy pytać polityków, dlaczego mieszkają obok siebie, każą naiwnie wierzyć w przypadek. Ot, wprowadzam się, a tu niespodzianka – kolega partyjny drzwi w drzwi. Prędzej czy później okazuje się, że przypadek polegał na tym, iż ktoś uwłaszczył się na służbowym mieszkaniu, że jakaś spółdzielnia przejęła grunt bez przetargu albo że inna wygrała przetarg, mimo że ofiarowała najniższą cenę, albo jeszcze inny dziwny zbieg okoliczności.

Prezes spółdzielni Dembud Witold Romanowski, były zapaśnik, w latach 80. związany z opozycją, lubi wspominać pionierskie czasy swojej firmy: – Był rok 1989 i taki pomysł: czerwoni zdążyli się pouwłaszczać na wszystkim, co się da, a my nic nie mamy, pobudujmy sobie jakieś mieszkania. Założyliśmy spółdzielnię, rozglądaliśmy się za jakąś działką, aż mój przyjaciel Paweł Bujalski został burmistrzem warszawskiej Woli, ja radnym i już było łatwiej. Młodziutki Paweł Piskorski ściągnął trochę ludzi związanych z Unią Demokratyczną, KLD i w 1992 r.

Polityka 19.2002 (2349) z dnia 11.05.2002; Kraj; s. 30