Archiwum Polityki

Czarna rozpacz

Zimbabwe – jeszcze 10 lat temu jeden z najdostatniejszych i najlepiej zorganizowanych krajów Trzeciego Świata – jest dziś jedną z wysp archipelagu nędzy, którą włada wpatrzony w lustro pajac w okularach.

Zimbabwe uzyskało niepodległość w 1980 r. Wcześniej jako Rodezja było kolonią Imperium Brytyjskiego. Na mocy porozumienia zawartego w Londynie w 1979 r. Anglia przekazała władzę w Rodezji Południowej (Rodezja Północna to dzisiejsza Zambia) w ręce czarnych obywateli. Zmieniono wówczas nazwę państwa na Zimbabwe i przyjęto konstytucję. Już wtedy próbowano rozwiązać sprawę własności ziemi, która niemal w całości pozostawała w rękach białych.

U progu niepodległości, przed 20 laty, Robert Mugabe mówił białym farmerom: oddajcie władzę i uprawiajcie sobie swoją ziemię. Nie będziemy was wyrzucać, ziemię kiedyś odkupimy. Na odkupienie tej ziemi trzeba było znaleźć dwa miliardy dolarów. Mieli je dać Amerykanie i Anglicy, byle tylko postkolonialna, rasistowska Rodezja przestała być terenem krwawych walk między czarną ludnością autochtoniczną i potomkami białych kolonistów. I aby stała się na nowo zasobnym krajem południa Afryki. Jednym słowem – biali farmerzy mieli dostać odszkodowanie za swoje posiadłości i emigrować do Australii, która już na nich czekała. Jednak dziś nie ma żadnych dokumentów, które potwierdzałyby tamte zapewnienia. Istnieje tylko pisemne zobowiązanie, że pierwszy demokratycznie wybrany rząd Zimbabwe nie będzie mógł siłą odebrać białym farmerom ich ziemi.

Anglicy wysupłali w końcu czterdzieści milionów funtów. Amerykanie nie dali ani grosza. Jeszcze w 2000 r. sześć tysięcy białych zajmowało około 30 mln hektarów ziemi uprawnej, zaś ponad 70 tys. czarnych rodzin zaledwie 3,5 mln ha.

Dziś wojna wraca.

Jest to wojna weteranów, czyli tych podówczas namówionych do pokoju partyzantów Mugabego, którym obiecano „odkupioną” od białych farmerów ziemię. Za pieniądze Anglików ziemi wystarczyło dla siedemdziesięciu pięciu tysięcy czarnych Rodezyjczyków.

Polityka 36.2002 (2366) z dnia 07.09.2002; Świat; s. 50
Reklama