Archiwum Polityki

Nie ma rady na układy

Koło Prawa i Sprawiedliwości w Rumi jest jednym z ponad 500 w Polsce. Jego wyjątkowość polega na tym, że zawarło tajny układ z miejską Platformą Obywatelską. Cel: walczyć z Układem.

Koło powstało w 2001 r. jako jedno z pierwszych, choć obecni działacze wolą narodziny datować na 2005 r., żeby nie wspominać pierwszego prezesa. Średnia wieku: 40 lat. Odsetek osób młodych, poniżej trzydziestki: 15 proc., czyli trzy osoby. Przewaga płci męskiej, choć od kiedy zapisała się przedszkolanka z prywatyzowanego właśnie przedszkola, wskaźnik sfeminizowania wzrósł z 15 do 20 proc. Sensem istnienia koła jest walka z lokalnym Układem, tak wszechobecnym i groźnym, że dla odróżnienia od innych układów wypada go pisać dużą literą.

Władkowski na czele

PiS w Rumi zakładał Paweł Władkowski, obecnie poza partią. Po powrocie z przymusowej emigracji chciał walczyć o standardy etyczne, prawne i rozliczenie starych przestępstw esbeckich. Kaczyńskich zobaczył w połowie lat 90. Mówili to samo, co on myślał, plus potrafili zbudować strukturę.

Z urodzenia Ślązak, w czasach PRL pracował w gdyńskim porcie, pełnił – mówi – coś w rodzaju funkcji kaowca. To że 15 grudnia 1970 r. stanął na czele pochodu robotników, sunących z portu w Gdyni pod dom partii w Gdańsku, wyszło trochę przypadkiem. Gdy doszli, było ich już w sumie ponad tysiąc osób. Podpalali budynek, rzucając kulami ze szmat i pasty do butów, ręce mieli całe czarne.

Gdy Władkowskiego potem bili i połamali żebra na dworcu w Gdyni, to może dlatego, że poznali go po tych czarnych rękach? A może po krzyżu, który mu jakiś esbek namazał kredą na plecach? Działo się to wszystko już po tym, jak na oczach Władkowskiego padli zastrzeleni, jak czołgi przejechały po ludziach. Potem się jeszcze z tymi połamanymi żebrami ukrywał w hotelu robotniczym. Całą noc w kucki na sedesie, żeby SB, milicja, ORMO czy wojskowi przez szparę od dołu nie zobaczyli butów.

Polityka 19.2006 (2553) z dnia 13.05.2006; Kraj; s. 36
Reklama