Archiwum Polityki

CyberSamizdat

Fala internetowych i esemesowych żartów z prezydenta, jego świty, sygnatariuszy paktu stabilizacyjnego czy ojca dyrektora to coś więcej niż sztubackie dowcipy. Satyra polityczna przeniosła się do cyberprzestrzeni i jest w tym pewna manifestacja: my – z wolnej sieci, wy – ze świata władzy i z bogobojnego radia.

Wponiedziałek 6 marca Polskę obiega wieść o toruńskich łabędziach zarażonych wirusem H5N1. Chwilę po tym, jak informacja pojawiła się na internetowych portalach, ktoś zamieszcza w sieci komentarz: „Rodacy Katolicy!!! Ratujcie Jego Eminencję Magnificencję Santo Subito Czcigodnego Wielebnego Ojca Rektora Dyrektora. Wybijcie wszystkie ptaki, zamknijcie pszczoły w ulach, wytrujcie biedronki, żeby tylko wirus nie dotarł do Naszego Ukochanego Jedynego Najprawdziwszego Polaka Nadpremiera i Przedprezydenta Redemptorysty Wybitnego”. Za chwilę ktoś dopisuje – przywołując najbardziej znane powiedzenie premiera Marcinkiewicza – „Yes, yes, yes!”. Następnego dnia krąży SMS z pytaniem, po czym poznać ptasią grypę u łabędzia? Po kaczym chodzie.

Dowcipy polityczne krążą na szczęście o wiele szybciej i skuteczniej od H5N1. Użytkownik sieci posyła żart w obieg, do znajomych, ci przesyłają go dalej. Gdzie skończy się ten łańcuszek i kiedy – nie wiadomo.

Wirus satyry, czyli Kaczrix

Ubiegłoroczne wybory parlamentarne i prezydenckie wykształciły ten właśnie styl gorącego elektronicznego komentarza, wypierając stare formy satyry. Ludzie pióra reagują wolniej, upolityczniony kabaret jest w odwrocie, muzycy rockowi rzadko sięgają dziś po tę drażliwą materię, bo po co sobie robić kłopot?

A to właśnie rock dostarczył najlepszych i najostrzejszych komentarzy na temat klasy politycznej w nowej Polsce. Wystarczy choćby przypomnieć całą serię piosenek Kazika: „Panie Waldku, czyli lewy czerwcowy” (po obaleniu rządu Jana Olszewskiego), czy „Łysy jedzie do Moskwy” (po aferze z premierem Józefem Oleksym jako domniemanym agentem Olinem).

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Kraj; s. 28
Reklama