Archiwum Polityki

Na wszelki wypadek

W karetce pogotowia wozi się wszystkie bóle, nieszczęścia, samotności, śmieszności. Bo pogotowie ratunkowe dopada człowieka w jego życiowym kontekście, choć jemu może się wydawać, że właśnie został z kontekstu wyrwany.

Tu Bońda. Konrad Bońda – powiada automatyczna sekretarka w telefonie dr. Konrada Bońdy z pogotowia na warszawskiej Woli, gdy ten w locie chwyta kurtkę.

Zaskrzeczał megafon: – R 21! R 21! To erka pod dowództwem Bońdy, karetka największa, do przypadków najcięższych. To wezwanie w kodzie pierwszym. Minuta na wyjście. Osiem minut na dojazd w mieście.

Nikt nikogo nie nawołuje. Ekipa wymieciona z łóżek, sprzed telewizora, z kuchni, siedzi już w karetce.

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Na własne oczy; s. 108