Archiwum Polityki

Barani kożuch

Bywa, że mężczyźni w sile wieku popadają w dewocję. Czesław Miłosz zamknął swój „Traktat teologiczny” pokłonem dla Matki Boskiej z Lourdes i Fatimy. „Jestem stary, ograniczyłem się do rzeczy najbardziej esencjonalnych” – wyjaśniał poeta w telewizyjnym „Autografie”. Nie wyznał, czy wierzy w osobowego Boga – „To nie wymaga odpowiedzi w kategoriach tak lub nie”.

„Nauczyłem się od Simone Weil, że nie trzeba się bać sprzeczności” – powiedział Miłosz w „Autografie”. Ale nasza publiczność chyba nie lubi sprzeczności. Miłosz „Traktatem” nie ułatwił jej duchowego życia, fakt. Napisał coś, co wychodzi poza schematy, do jakich przyzwyczaja polska szkoła i jakimi obraca polska krytyka literacka.

Kto pamięta dwa wcześniejsze „Traktaty” Miłosza – „moralny” i „poetycki” – odnajdzie bez trudu ten sam rytm i kierunek natarcia.

Polityka 10.2002 (2340) z dnia 09.03.2002; Kultura; s. 48