Archiwum Polityki

Flisak po słowackiej stronie

Dunajec: po lewej Polska, po prawej Słowacja. Po Dunajcu polscy górale spławiają turystów w 160 łódkach, słowaccy w 60. I nie ma co ukrywać, że rywalizują.

Kiedy flisak na spływie utopi turystę, na trzy dni zakłada czarną kamizelkę. Ale potem znów nosi niebieską, opowiadają młodzi słowaccy górale. – Góry są piękne, ale z samego piękna pieniędzy nie będzie – tłumaczą, wyskakując na nabrzeżu Dunajca z ciężarówki, którą przewożą łódki. W samochodzie założyli białe koszule i haftowane góralskie kamizelki. Niektórzy pływają już od trzech pokoleń. We wsiach Zamagórza, na północy Słowacji, spotyka się tylko flisaków, dorożkarzy, właścicieli zajazdów i turystów. Można myśleć, że poza nimi wszyscy wyjechali w poszukiwaniu pracy do Czech, Niemiec albo Polski. Tymczasem emigruje się tu za pracą tylko zimą. W sezonie ludzie utrzymują się z turystyki.

Twarz z pocztówki

Milan Czarnogurský od 12 lat pływa w sezonie (od maja do połowy października), a potem, jak mówi, studiuje języki obce. W Starej Spiskiej Wsi prowadzi pod dom Pavla, znajomego flisaka, którego pokazuje obcokrajowcom w albumie o Pieninach. Turyści widują jego podobiznę także na darmowych pocztówkach rozdawanych w restauracjach. – On się bardzo ucieszy z gości – tłumaczy Milan.

Przed dom wychodzi postawny mężczyzna z długimi włosami i bujną brodą. Żywa ikona słowackich górali oświadcza: – O dziewiątej chodzimy na kawę.

Jego biały dom przy ulicy Tatrzańskiej nie różni się od sąsiednich. Na ulicach nowe słupy energetyczne z głośnikami. Słychać przez nie głos sołtysa przypominający o wyborach albo wyprzedaży w sklepie z butami.

Dom Pavla, starego kawalera, służy głównie jako noclegownia dla odwiedzających Pieniny turystów. W przedpokoju natykają się na zdjęcia gospodarza w stroju góralskim na tle Trzech Koron.

Polityka 27.2007 (2611) z dnia 07.07.2007; Na własne oczy; s. 100
Reklama