Archiwum Polityki

Używane dobrze idą

Kupno samochodu może być dzisiaj problemem? Może, jeżeli szukamy auta używanego. Na rynku pojazdów z drugiej ręki panuje wyjątkowa koniunktura, a podaż nie nadąża za popytem.

Anna i Piotr Wojciechowscy z Warszawy od kilku miesięcy poszukują samochodu. Nie spieszy im się, bo jeżdżą Fiatem Cinquecento, którego dostali od rodziców w prezencie ślubnym. Samochód ma już jednak swoje lata i coraz częściej się psuje. Marzy im się Opel Astra, Ford Escort, Volkswagen Golf, może coś z aut japońskich. Oczywiście używane, bo na nowe z salonu ich nie stać.

Gdybyśmy mieli kupować samochód nowy, wybór byłby bardzo ograniczony: Daewoo Matiz albo Fiat Seicento – tłumaczy Piotr Wojciechowski. – Za te same pieniądze można kupić kilkuletnie używane, ale zdecydowanie większe auto. Tylko trzeba je znaleźć.

Narzędzie na kołach

Poszukiwania nie są łatwe. Na giełdzie przeważają auta stare, wysłużone. Rynek jest opanowany przez handlarzy, którzy windują ceny. Pan Piotr zaczął więc studiować gazetowe rubryki ogłoszeniowe. Codziennie rano zaznacza kilka interesujących pozycji, a potem dzwoni. Zwykle okazuje się, że się spóźnił, bo auto już sprzedano.

Handlarze mają chyba dojścia w drukarni i wyłapują co ciekawsze oferty przed ukazaniem się gazety – komentuje poirytowany.

Handlarzy można też spotkać przed wjazdem na giełdę, gdzie próbują zatrzymywać nadjeżdżające samochody i kupić je jeszcze przed bramą. To oni również przeczesują komisy, studiują ogłoszenia w poszukiwaniu atrakcyjnego towaru. Atrakcyjnego, czyli takiego, który będzie można natychmiast sprzedać z zyskiem.

Dlatego od pewnego czasu Wojciechowscy odwiedzają salony samochodowe. Oczywiście tylko te, które mają w swojej ofercie auta używane. Jest ich coraz więcej. Auta wprawdzie nieco droższe, niż by to wynikało z tabel publikowanych w prasie, ale bardziej zadbane i budzące zaufanie.

Polityka 34.2002 (2364) z dnia 24.08.2002; Gospodarka; s. 32
Reklama