Archiwum Polityki

Przyjdą, utopią we krwi

Wiek XX zbudowany został na strachu. Ze strachu pod Verdun i Somą żołnierze popełniali samobójstwa. W strachu żyli robotnicy Zagłębia Ruhry, Warszawy i Chicago w czasie Wielkiego Kryzysu. Nad Wisłą przerażenie budzili bolszewicy.

Polski strach przed Wschodem był pochodną wcześniejszego stereotypu Rosji–Azji – kraju barbarzyńskiego, dzikiego, obcego. „Co to znaczy: załatwić się z kim po rosyjsku? ” – pytał dr Stanisław Zdziarski, autor dzieła „Dżingis-Chan zmartwychwstały. Studia z psychopatologii rosyjskiej” (Poznań 1919) . „Znaczy – odpowiadał – wyrżnąć po gębie tak, żeby człowiek ujrzał wszystkich Świętych, wybić zęby, rozpruć brzuch komu – ot – to po »russku«”. Rosjanami – w ocenie polskiego psychopatologa – rządzić miały krwiożercze instynkty, odziedziczone po przodkach, co kiedyś hulali po stepie, a potem pławili się we krwi mieszkańców.

Okrutny watażka

Strach przed czerwonymi, podsycany doniesieniami z ogarniętej wojną domową Rosji, narastał, osiągając swoje apogeum w czasie wojny 1920 r. Spisywane na linii frontu meldunki utrwaliły przykłady niezwykłego bohaterstwa, ale i załamań nerwowych – napady przechodzącego w panikę strachu. Żołnierze w charakterystycznych szpiczastych czapkach budzili trwogę nie tylko dlatego, że byli trudnym, odnoszącym zwycięstwa przeciwnikiem. Atmosferę rosnącego zagrożenia potęgowały podawane z ust do ust wieści o ich okrucieństwie, częściowo prawdziwe, częściowo przesadzone. Zofia Kossak-Szczucka w swej „Pożodze” pisała: „Byli nieobliczalni i straszni w swem niepodleganiu żadnej rozumowej możliwości. [...] Żądza krwi stawała się u nich nałogiem takim, jak palenie tytoniu lub wódka, i ludzie ci bez mordu obejść się nie mogli. [...] Ich śpiew przypominał wycie zwierząt”. Pierwsza Armia Konna Siemiona Budionnego przekroczyła wszystkie wyobrażenia o okrucieństwie.

Polityka 34.2002 (2364) z dnia 24.08.2002; Historia; s. 58
Reklama