Archiwum Polityki

Płytki oddech

Minister zdrowia dostał od premiera trzydzieści dni na przygotowanie scenariusza zmian w swoim resorcie. Na razie twierdzi, że na uporządkowanie systemu ochrony zdrowia potrzebny mu będzie rok.

O tym, że 44-letni dr hab. Mariusz Łapiński, profesor Akademii Medycznej w Warszawie, otrzyma w nowym rządzie tekę ministra zdrowia – mówiono od dawna. Leszek Miller tak się przed wyborami o doktorze wyrażał: – Mariusz jest w stanie naprawić system ochrony zdrowia w Polsce. Ma program i przygotowanie. Jednocześnie jest świetnym lekarzem o wielkiej wrażliwości.

W ciągu ostatnich trzech lat resortem zdrowia kierował już neurochirurg (Wojciech Maksymowicz), menedżer-samorządowiec (Franciszka Cegielska) oraz neurolog specjalizujący się w leczeniu otępień (Grzegorz Opala). Teraz przyszedł czas na kardiologa, speca od wysokich ciśnień, co ma swoje naukowe wytłumaczenie biorąc pod uwagę emocje, które od początku towarzyszą reformie ochrony zdrowia. Szczegóły swojej kuracji minister zamierza przedstawić w połowie listopada, ale już wiadomo, że na autorski projekt się nie zanosi. Ze względu na koalicyjny rząd grupujący aż trzy partie, nad planami zmian debatuje dziś konsylium polityków różnej proweniencji, których w ostatnim czasie łączyło tylko jedno: frontalna, często demagogiczna krytyka reformy.

Choroba kompromisów

Jeśli dziś minister zapowiada kompromis między SLD, PSL i Unią Pracy w tworzeniu nowego systemu ochrony zdrowia, to warto przypomnieć, że na kompromisach oparta była dotychczasowa reforma, którą teraz trzeba poprawiać. Poprzedni rząd, zanim w 1999 r. zaczął zmieniać lecznictwo, musiał pogodzić wodę z ogniem: samorządową koncepcję autorstwa Unii Wolności z ubezpieczeniowymi zakusami AWS, czego efektem stały się pozbawione właściwie kontroli kasy chorych z silnie upolitycznionymi radami. W jeden dzień zmieniono sposób finansowania opieki zdrowotnej z budżetowego na ubezpieczeniowy, rzucając wszystkich na głęboką wodę.

Polityka 45.2001 (2323) z dnia 10.11.2001; Kraj; s. 20
Reklama