Archiwum Polityki

Miłosz i haiku

Pewnego wiosennego dnia Basho nasłuchiwał w swym domku nad brzegiem rzeki gruchania gołębi. Padał deszcz, łagodny podmuch wiatru strącił kilka płatków czereśni, które powoli opadły na ziemię. Nagle rozległ się odgłos żab skaczących do wody. Basho ocknął się z głębokiej zadumy z gotowym wierszem: „Żab skok-plusk!”. Ale po namyśle dodał: „stara sadzawka” i wtedy jego haiku przybrało postać ostateczną:

Stara sadzawka,
Żaba – skok –
Plusk.

Ten najsłynniejszy wiersz japońskiego samuraja-mnicha-włóczykija sprzed ponad 300 lat do dziś wzbudza zachwyt miłośników haiku na całym świecie. Jest w nim wszystko, co powinno być w tym gatunku dalekowschodniej poezji: natura jako temat, konkretność i prostota języka, metafizyczna iluminacja jako cel sztuki i życia, w których znika pozorna dychotomia „ja” i „świat”. „Inspiracje buddyjskie w haiku – pisze Czesław Miłosz we wstępie do zbioru swych „improwizacji na temat haiku”, czyli własnych przekładów z przekładów i oryginałów w języku angielskim – nie pozwalają na podziały według naszych przyzwyczajeń: duch i materia, zło i dobro, pesymizm i optymizm”.

Niesamowita sprawa z tymi haiku. Siedemnaście sylab według schematu 5-7-5 – co w przekładach zwykle nie daje się utrzymać – podbiło świat. Haiku piszą dziś w swych językach narodowych mieszkańcy Ameryki, Afryki, Europy, powstają czasopisma i stowarzyszenia miłośników tej poetyckiej formy, która okazała się najpoważniejszym wkładem literackim Dalekiego Wschodu w kulturę światową. W Polsce drogę haiku torował już Stanisław Grochowiak, w latach 90.

Polityka 2.2002 (2332) z dnia 12.01.2002; Kultura; s. 53
Reklama