Archiwum Polityki

Droga przez PIT

Dziesiąty rok samodzielnie rozliczamy się z podatków. Z wypełnianiem formularzy, tą coroczną drogą przez mękę, zdążyliśmy się już oswoić, choć ustawodawca potrafił zmieniać przepisy kilkanaście razy w ciągu roku. Czego to Polak przy okazji nie wymyślił, żeby choć trochę fiskusowi uszczknąć: i konie próbowano rozliczać jako „przedmiot rehabilitacyjny”, i pościel z owiec australijskich, i nawet frytownice.

Wprowadzenie podatku od dochodów osobistych (ustawa z 1991 r.) od początku było nieprzygotowane. Cztery warszawskie urzędy skarbowe obsługiwały w jednym budynku pół stolicy, tak że część urzędników na Ochocie trzeba było przenieść do sąsiedniego kościoła Błogosławionego Dzieciątka Jezus, do salek katechetycznych. Ludzie nie wierzyli poczcie, zdecydowana większość wolała rozliczyć podatki osobiście, więc „na parę dni przed upływem terminu składania zeznań podatkowych panuje tu szaleństwo” – relacjonował reporter „GW”.

Polityka 17.2002 (2347) z dnia 27.04.2002; Gospodarka; s. 64