Pytanie o narodowość, jakie po raz pierwszy postawią rachmistrze spisowi, nagle okazało się bardziej uwierające niż spisywanie majątku osobistego. Znane ono było od końca 1999 r., kiedy – na wniosek komisji finansów – Sejm dołączył je do podstawowego kwestionariusza, a prezydent podpisał ustawę o spisie. Teraz zagrożone poczuły się społeczności etniczne i mniejszości narodowe. – Dowiedziałem się niedawno, że będę musiał złożyć taką deklarację rachmistrzowi – mówi Olgierd Wojciechowski ze Stowarzyszenia Litwinów w Sejnach. – Trzeba mieć odwagę przyznać, że się jest Litwinem. Różnie to bywa w małych środowiskach. A wydawać by się mogło, że właśnie tam wiadomo, kto jest kim: czy chrzcił dzieci w cerkwi, czy w kościele, w jakim języku rozmawia w rodzinie, jaki ma akcent, kiedy obchodzi święta, a nawet co jada – kutię, kołduny czy gęsie pipki.
Kilka lat temu Główny Urząd Statystyczny przeprowadzał w Sejnach badanie zatytułowane „Litwini–Polacy”. Jego autorzy twierdzą, że nie było żadnych obaw w deklarowaniu narodowości. Czy lokalny konflikt o strażnicę między społecznością polską i litewską w Sejnach tak zdecydowanie zmienił świadomość obywateli? Obawy może wywoływać rachmistrz spisowy, a może nawet bardziej sama konieczność urzędowego zadeklarowania przed nim swej narodowości: rachmistrz spisowy reprezentuje państwo, w jego imieniu działa i tak jest postrzegany. Mało kto wierzy, że dane spisowe posłużą wyłącznie do celów statystycznych. – Nie takie informacje wyciekały – argumentują ludzie.
Mniejszość się boi
– To problem natury psychologicznej; obawy wynikają z doświadczeń historycznych, z upolitycznienia życia, z czasów, kiedy białoruskość utożsamiano z antyrosyjskością – uważa Eugeniusz Wappa, dyrektor programowy Centrum Edukacji Obywatelskiej Polsko-Białoruskiej w Białymstoku.