Archiwum Polityki

Łodzią za ocean

O polskiej szkole operatorów zaczęto mówić w 1994 r. Nikomu nieznany Janusz Kamiński zdobył wtedy pierwszego w swojej karierze Oscara za czarno-białe zdjęcia do „Listy Schindlera”. Potem ruszyła lawina. Andrzej Sekuła, Dariusz Wolski, Jerzy Zieliński, Sławomir Idziak i zmarły niedawno Piotr Sobociński stworzyli silną grupę, która wywalczyła sobie miejsce w hollywoodzkiej ekstraklasie.

W minionej dekadzie Polacy nakręcili w Stanach dziesiątki filmów. Ich wkład w rozwój imperium amerykańskiej rozrywki jest trudny do przecenienia. Jack Nicholson żartując z sukcesu Polaków powiedział, że bez ich udziału nie wyobraża sobie przyzwoicie sfotografowanego filmu. Cokolwiek by o ich wyczynach myśleć, jedno nie ulega wątpliwości. Chcą z nimi pracować najlepsi.

Masowi i kultowi

O talentach naszych operatorów przekonali się już najbardziej wpływowi ludzie kina: król Hollywoodu Steven Spielberg i Ridley Scott, słynny twórca „Łowcy androidów” oraz „Gladiatora”.

Polityka 16.2002 (2346) z dnia 20.04.2002; Kultura; s. 52