Archiwum Polityki

W cieniu wielkiego brata

Lech Kaczyński, jak dotąd, sprawuje swój urząd na obrzeżach wielkiej krajowej polityki. Zabiera głos rzadko, najczęściej już po wszystkich. Wciąż szuka swojego miejsca i przekonuje się, że nawet prezydent musi walczyć o swoją pozycję, bo nic nie jest z góry dane – ani wpływy, ani popularność.

Dziwna była prezydentura Lecha Kaczyńskiego przez jej pierwsze sto dni. Może dlatego, że odległa od zapowiedzi z kampanii wyborczej. Kaczyński deklarował, że będzie bardzo aktywny w polityce wewnętrznej i dawał do zrozumienia, że za granicę nie będzie wojażował tak często jak poprzednik. Okazało się jednak, że zaskakująco często składa zagraniczne wizyty – w sumie 10 w ciągu stu pierwszych dni; zaś na niwie krajowej dorobek ma bardzo skromny. Jedno posiedzenie Rady Gabinetowej, jedno lakoniczne i raczej zbędne orędzie w telewizji i kilka politycznych konsultacji, z których żadna nie przyniosła już nie tyle przełomu, ale nawet poprawienia atmosfery.

Polityka 14.2006 (2549) z dnia 08.04.2006; Temat tygodnia; s. 22
Reklama