Archiwum Polityki

Porwanie w Maoistanie

Polscy turyści wędrujący po górach zostali porwani u stóp Mount Everestu. Mieli wiele szczęścia: mówił o nich przez pół dnia cały świat, zostali porwani nie przez yeti, a przez maoistów i odzyskali wolność po zapłaceniu podatku rewolucyjnego. W dolarach, a nie w głowach.

Turyści dostali się w ręce partyzantów maoistów w rejonie Lukli, dokąd himalaiści docierają samolotem, między innymi po to, żeby uniknąć dodatkowych opłat rewolucyjnych. Powyżej Lukli nie ma co jeść, dlatego partyzanci przebywają w dżungli poniżej. Ale i te rejony stara się kontrolować wojsko.

Maoiści toczą wojnę w Nepalu od 1996 r.

Rozpętali ją przeciwko królewskiej policji, armii i urzędnikom. Ale nie przeciw turystom. Turystów atakuje Bractwo Muzułmańskie w Egipcie.

Polityka 14.2006 (2549) z dnia 08.04.2006; Społeczeństwo; s. 94