Archiwum Polityki

Gombrowicz – gombrowiczystą

„Ślub” Witolda Gombrowicza wystawiany jest we Francji po raz czwarty.

Po raz pierwszy jednak pojawia się na największej scenie Comédie Française. Francuska publiczność jest przedstawieniem naprawdę zainteresowana, choć oczywiście nawet przy największej życzliwości ze strony recenzentów ten spektakl nigdy nie osiągnie takiej popularności jak np. „Mieszczanin szlachcicem” Moliera, na którego masowo przyjeżdżają wycieczki szkolne. Mówienie o zainteresowaniu Gombrowiczem jest znacznie bardziej na miejscu niż pytanie, czy Francuzi rozumieją jego twórczość. Ale podobne wahania są dla nas typowe. Nie słyszałem, żeby we Francji zastanawiano się nad tym, czy Corneille będzie zrozumiany np. przez Hiszpanów. Kiedy myślę o wystawieniu w Paryżu choćby „Dziadów” Mickiewicza, to jestem przede wszystkim absolutnie przekonany o sensie pokazania tego utworu we Francji, a jedyne pytanie, jakie sobie stawiam, to nie to, czy publiczność francuska zrozumie, ale jak zrobić, aby miała ochotę usłyszeć coś, czego nie zna, coś, co w światowym teatrze jest zupełną osobliwością.

Podobnie z Gombrowiczem. Tym bardziej że jego teatr nie jest polski w tym sensie, w jakim polskim teatrem są „Dziady”. Wydaje się zupełnie niezależnym od tego, co wystawiano w kraju przed i po wojnie. Czy Gombrowicz znał teatr polski, jeśli tak, to jaki? Czy wiadomo, na jakie przedstawienia chodził w Polsce? A w Argentynie? Kto go ukształtował teatralnie? Wiem, wiem – Szekspir i polski romantyzm. A jednak myślę, że to on sam stworzył swój, nowoczesny, nie starzejący się teatr, który jest teatrem uniwersalnym. Niektórzy tutaj we Francji chcą w nim widzieć surrealistę, ale szybko odkrywają, że to uproszczenie – jedyny kierunek czy prąd pasujący do tej twórczości to po prostu gombrowiczyzm.

Polityka 19.2001 (2297) z dnia 12.05.2001; Komentarze; s. 13
Reklama