Archiwum Polityki

Wolne majowe

Układ znów jest korzystny: wystarczyło wziąć trzy dni urlopu, by zyskać dziewięciodniowe wakacje. W zeszłym roku kto żyw wyjeżdżał byle dalej od miasta. Ci, którzy się zdecydowali zbyt późno, mieli kłopoty ze znalezieniem jakiegokolwiek wolnego miejsca. Niezależnie od tego, czy za sto, czy dziesięć złotych na dobę. W tym roku jest inaczej. Tuż przed gigantyczną majówką lało, więc w drogę wybrali się głównie najzamożniejsi – tam gdzie ciepło i egzotycznie. Co nie znaczy, że kraj nie zamarł.

Na postoju na warszawskiej Woli taksówkarze uważnie słuchają komunikatów pogodowych. Pan Jan uśmiecha się do radia: „Zachmurzenie duże, wiatr silny i porywisty, temperatura niewiele powyżej zera, niekorzystny biomed”. – To chciałbym słyszeć przez cały weekend. Nigdzie nie jadę, pracuję i ma lać, bo wtedy zarobię – mówi.

Właściciel niedużej warszawskiej firmy komputerowej Anter modli się o zlecenia, nie o pogodę: – Oby tylko były, to pracować będę na okrągło.

Polityka 18.2001 (2296) z dnia 05.05.2001; Kraj; s. 20