Archiwum Polityki

Zimny pokój

Skończyła się miłość, bo zderzyły się globalne interesy. Ameryka i Rosja w różnych punktach globu depczą sobie po piętach i dziś to bardziej Waszyngton potrzebuje Moskwy niż na odwrót. Irytacji z tego zaskakującego odwrócenia ról Ameryka bardzo głośno daje wyraz.

Mocno zaiskrzyło na linii Moskwa–Waszyngton, kiedy wiceprezydent Dick Cheney, nieznany z upodobania do dyplomatycznych duserów, otwarcie skrytykował Rosję za tłumienie demokracji, dążenie do restauracji imperium i używanie gazu do szantażowania sąsiednich krajów. Ostre słowa padły w dodatku pod bokiem niedźwiedzia, bo na Litwie. Pojawił się, trochę na wyrost, termin: nowa zimna wojna.

Jeszcze nie wojna, ale na pewno koniec miodowego miesiąca w stosunkach rosyjsko-amerykańskich rozpoczętego po 11 września 2001 r.

Polityka 21.2006 (2555) z dnia 27.05.2006; Świat; s. 50
Reklama