Archiwum Polityki

Bomby z opóźnionym zapłonem

Tak o ludziach, którzy siedzą w więzieniach za popełnienie przestępstw na tle seksualnym, mówią kryminolodzy. Bomby, czyli gwałciciele, pedofile, zabójcy, wreszcie seryjni mordercy - wybuchają po wyjściu na wolność. Cały aparat prawny państwa, a przede wszystkim społeczeństwo, ciągle okazują się wobec dewiantów bezradne. Nie ma tygodnia bez nowych doniesień o brutalnych gwałtach i czynach lubieżnych popełnionych wobec nieletnich. Często w warunkach recydywy. W Krakowie zatrzymano Andrzeja S., podejrzanego o seksualne wykorzystywanie niedorozwiniętego chłopca. W Szczecinie szwedzki pedofil zabawiał się z małoletnimi. Stowarzyszenie ofiar gwałtów protestuje przeciwko łagodnemu potraktowaniu przez sąd brutalnych gwałcicieli 14-letniej dziewczyny.

Co zatem robić ze sprawcami przestępstw seksualnych? Obowiązkowo leczyć - jak ostatnio nakazał sąd w Piotrkowie w przypadku Piotra S., skazanego za związki kazirodcze? Ale jak i gdzie? Kastrować? Ogłuszać popęd seksualny chemicznie - jak w RFN? Dożywotnio umieszczać w banku danych, wraz z odciskami i kodem DNA? Czy przynajmniej - jak w niektórych stanach USA - informować środowisko, kogo mają za sąsiada?

Nowy kodeks karny, obowiązujący od 1 września, nie przewiduje żadnego specjalnego ustawodawstwa dla tego typu przestępców.

Polityka 32.1998 (2153) z dnia 08.08.1998; Raport; s. 3
Reklama