Archiwum Polityki

Miasto na głowie

Warszawa to miasto wyjątkowe, któremu należy się specjalny ustrój i sposób rządzenia, godny metropolii - twierdzą od lat politycy i eksperci. Tyle tylko, że w tym podkreślaniu wyjątkowości stolicy ustawodawcy zapędzili się na absolutne manowce. Warszawa otrzymała bowiem aż pięć szczebli władzy samorządowej (dzielnicę, gminę, miasto stołeczne, oddzielny od miasta powiat i województwo) - istne horrendum nakładających się kompetencji i niejasnych struktur. Słowem, powstał układ, który nie ma prawa sprawnie funkcjonować. Na legislacyjne poprawki - choć niektórzy twierdzą, że już na nie za późno - pozostał czas tylko do 11 września, wtedy bowiem upływa termin rejestracji list w nadchodzących wyborach. Ustrój samorządowy Warszawy to dopiero początek listy spraw postawionych w stolicy na głowie. Miasto znalazło się na granicy komunalnej zapaści: paraliżowane przez korki i wodę z pękających rur, z rozgrzebanym metrem i systemem parkingowym, bez uregulowanych tytułów własności i głównych rozstrzygnięć urbanistycznych dotyczących centrum. Ta doraźność nierozwiązanych problemów przesłania myślenie o przyszłości. Tymczasem nade wszystko - wzorem metropolii zachodnich - niezbędna staje się wizja rozwoju aglomeracji, nowe myślenie o przestrzeni, o funkcjach miasta i jego organizacji.

Wciąż nie wiadomo, gdzie tak naprawdę zaczyna się, a gdzie kończy stolica państwa ze swoimi wszystkimi specyficznymi i tak różnorodnymi funkcjami. I jest to - poza nienasyconymi ambicjami polityków - główna przyczyna warszawskich kłopotów. Odpowiedź na pytanie: czy chodzi o władzę, czy też narysowanie adekwatnej do rzeczywistości społecznej i przyjaznej ludziom mapy Warszawy, jest kluczem do szczerości intencji.

Wielu ekspertów uważa, że takie ośrodki jak Milanówek, Sulejówek, Konstancin czy Góra Kalwaria to ewidentnie Wielka Warszawa.

Polityka 37.1998 (2158) z dnia 12.09.1998; Raport; s. 3