Archiwum Polityki

Kino bez właściwości

Goszcząc na ostatnim festiwalu w Gdyni miałem chwilami przykre poczucie, iż biorę czynny udział w wielkiej mistyfikacji: trwa feta, a przecież właściwie nie istnieje polska kinematografia, jest tylko parę niezłych polskich filmów.

Festiwal nazywany bywa podniośle świętem polskiego kina i jest to przypadkiem określenie trafne: nasze filmy pokazuje się bowiem odświętnie, raz w roku, przez tydzień, potem gala się kończy, światła gasną, dekoracje zostają rozebrane, a czerwony dywan, po którym stąpają gwiazdy, oddany do czyszczenia. Na co dzień odbywają się wprawdzie co pewien czas premiery, ale nowy tytuł grany na przedpołudniowych seansach schodzi wstydliwie po kilku dniach z afisza, tak jakby go w ogóle nie było.

Polityka 45.1998 (2166) z dnia 07.11.1998; Kultura; s. 46
Reklama