Archiwum Polityki

Mitch: Huragan jak wojna

- Uważaj, wszedłeś do mojego dużego pokoju bez pukania - krzyczy mężczyzna do stojącego pośrodku kupy gruzu i błota młodzieńca. - Czego tam szukasz, uciekaj. Honduras. El Chile, dzielnica Tegucigalpy, stolicy kraju. Tu woda zrównała wszystko z ziemią. Rumowiska pilnują uzbrojeni policjanci i żołnierze. Całe są tylko wraki samochodów, poprzewracane, często do połowy wypełnione rzecznym mułem. Śmierdzi strasznie. Wszyscy noszą maski albo przynajmniej chustki zawiązane tak, by zasłaniały nos.

Polityka 49.1998 (2170) z dnia 05.12.1998; Na własne oczy; s. 108